Patryk Zbroja

adwokat

Kancelarię adwokacką prowadzi w Szczecinie. Specjalizuje się w prawie cywilnym i gospodarczym, w tym związanym z prawem morskim.
[Więcej >>>]

eBook

Polskie Stowarzyszenie Klasy Optimist – zgodnie z prawomocnym wyrokiem sądowym – przesłało Gminie Kamień Pomorski przeprosiny o następującej treści:

„Zarząd Polskiego Stowarzyszenia Klasy Optimist przeprasza przedstawicieli władz Gminy Kamień Pomorski za twierdzenia o braku transparentności i nieetycznych działaniach przy organizacji Mistrzostw Świata Klasy Optimist w 2015 r. zawarte w stanowisku Zarządu PSKO z dnia 2 lutego 2015 r.

Twierdzenia te były nieuzasadnione i niepotrzebnie naraziły władze Kamienia Pomorskiego na utratę potrzebnego zaufania, za co Zarząd Polskiego Stowarzyszenia Klasy Optimist wyraża głębokie ubolewanie.”

Przeprosiny zostały wysłane w formie pisemnej.

Opublikowano je także na stronie internetowej stowarzyszenia:  http://www.psko.pl/oswiadczenie-zarzadu-psko/, a także na profilu stowarzyszenia na FB.

A zatem opisywana przeze mnie ostatnio procedura przymusowego wykonania zasądzonych obowiązków (pod rygorem płatności 1000 zł za każdy dzień zwłoki) okazała się skuteczna 🙂

Do zapłaty przez PSKO pozostaną jedynie koszty postępowania egzekucyjnego.

Do pełnego wykonania wyroku pozostaje jednak jeszcze opublikowanie przeprosin na innych, wskazanych przez Sąd portalach informacyjnych, których koszt będzie zapewne znacznie wyższy.

Mam osobiście nadzieję, że wszczynanie kolejnej egzekucji mającej nie będzie już w tej sprawie potrzebne.

Nurtuje mnie jednak na tym etapie pytanie, czy przedstawicielom zarządu PSKO po przegranym procesie z Gminą nasunęła się jakakolwiek refleksja związana z ich decyzjami z początku 2015 r.?

Ciekawi mnie również, jak oceniają te decyzje aktualnie inni członkowie PSKO, w tym rodzice młodych żeglarzy, z których m.in. składek należy pokryć koszty zakończonego postępowania, o – co najmniej mówiąc – obniżonej wiarygodności stowarzyszenia nie wspominając…

Brzmi srogo? 🙂

Oczywiście, nie chodzi o wysokość odsetek za opóźnienie, których ustawowa wysokość wynosi aktualnie 7 % i to w skali rocznej (a maksymalna ich granica to 14 %).

1000 zł za dzień zwłoki to spora suma, ale rygor jej orzeczenia został określony w zupełnie innej sytuacji.

Pamiętasz zapewne głośną sprawę dotyczącą ochrony dóbr osobistych gminy, która pozwała znane stowarzyszenie żeglarskie.

Pisałem o tym całkiem niedawno tutaj:

Sprawa Gminy Kamień Pomorski p-ko Polskiemu Stowarzyszeniu Klasy Optimist – czyli naruszenie dóbr osobistych osoby prawnej

Jesteśmy aktualnie na etapie wykonawczym, czyli po uprawomocnieniu się korzystnego dla gminy wyroku.

Zasądzona kwota zadośćuczynienia (50.000 zł) wraz z odsetkami za opóźnienie i dodatkowymi kosztami została już ściągnięta w drodze egzekucji.

Jednak do dnia dzisiejszego pomimo uprawomocnienia się wyroku, stowarzyszenie nadal nie przeprosiło władz gminy oraz nie opublikowało przeprosin we wskazanych w treści orzeczenia mediach elektronicznych.

Kilka zdań gorącego komentarza w tej sprawie możecie znaleźć tutaj:

Wyrok jest, przeprosin dla gminy Kamień Pomorski wciąż nie ma

Aktualnie i w dużym skrócie, uwzględniając złożony przez gminę wniosek, Sąd wyznaczył dłużnikowi (Stowarzyszeniu) ostateczny 7-dniowy termin (licząc od daty uprawomocnienia się postanowienia) do złożenia oświadczenia zawierającego przeprosiny oraz do opublikowania go na stronie internetowej dłużnika oraz jego profilu na znanym portalu społecznościowym

Konsekwencją braku zastosowania się do tego obowiązku będzie zapłaty na rzecz gminy kwoty… 1 000 zł za każdy dzień zwłoki w wykonaniu tych czynności.

Orzeczona kwota ma przede wszystkim na celu przymusić dłużnika do wykonania prawomocnego wyroku, tj. przedstawienia przeprosin, a więc czynności które nie mogą być zastąpione przez  działanie osoby trzeciej, czy w inny sposób wyegzekwowane (np. przez komornika).

Naturalnie, kwota musi być na tyle poważna, aby dawała pewność realizacji wyroku.

Dłużnik nie będzie musiał jej płacić, jeżeli przeprosiny niezwłocznie prześle i opublikuje.

Taki jest cel omawianego rozwiązania.

Mam jednak nadzieję, że zachowanie dłużnika będzie już racjonalne i nie będzie generowało dodatkowych kosztów 🙂

Muszę się Tobie do czegoś przyznać. I to bez bicia…

Pomimo ponad 30 lat uprawiania żeglarstwa, jeszcze nigdy, ale to nigdy nie odwiedziłem Targów „boot Düsseldorf”.

Co prawda w Zagłębiu Ruhry byłem wielokrotnie (najczęściej przejazdem), a dwa razy brałem nawet udział w „kanałowych” regatach meczowych organizowanych na… polskich Sportinach 600 w Duisburgu i w Bergkamen (Marina Rünthe).

No, ale jakoś do tej pory nie dotarłem do Düsseldorfu.

Z tym większą ciekawością i zainteresowaniem czekałem na koniec ubiegłego tygodnia oraz dwudniową podróż w fascynujący świat sportów wodnych…

I powiem krótko, było warto!

Oczywiście, tradycyjnie wykorzystałem czas targów również do rozmów o czysto biznesowym charakterze, łącząc zamiłowanie do jachtingu z pracą zawodową adwokata. Praca może być przecież też przyjemna!

Ale szczerze mówiąc, to co zobaczyłem, przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania i wyobrażenie o tej imprezie.

Na terenie 16 ogromnych hal można odwiedzić stoiska prawie 2000 wystawców z 68 krajów z całego świata, a wśród nich czołowych polskich przedstawicieli branży (z Galeonem i Delphią na czele).

Co dziennie klika światowych premier.

Każdy naprawdę może znaleźć coś dla siebie…

Oprócz miłośników jachtów żaglowych, motorówek lub luksusowych jachtów motorowych wszystkich rozmiarów, zwłaszcza w weekend nie brakuje całych rodzin, traktujących wizytę w halach targowych jako znakomitą alternatywę dla styczniowej, zewnętrznej aury.

Tym bardziej, że na Targach można nie tylko podziwiać najnowsze dzieła przemysłu jachtowego, ale i spędzić czas aktywnie wiosłując kajakiem na 90-metrowej trasie w hali nr 13, pościgać się Optimistem w hali nr 14 (choć bardziej na rumplu lub pagaju), zaliczyć testowe nurkowanie w hali nr 3, czy też nawet zmierzyć się w sportowym wędkarstwie (hala nr 13) albo posurfować na 1,5-metorwej fali w hali nr 8a.

Ja oczywiście większość czasu spędziłem na halach nr 15 i 16 gdzie swoje stoiska mieli producenci jachtów żaglowych zdecydowanej większości liczących się marek. A warto dodać, że znaczna część kadłubów wystawianych jachtów jest produkowana w Polsce 🙂

Nie można było też przejść obojętnie obok hali nr 5, czy zwłaszcza luksusowych, nawet kilkudziesięciometrowych jednostek motorowych wystawionych na hali nr 6. Choć pierwsze pytanie, które mi się nasuwało to oczywiście, jak oni to wszystko tu przywieźli? 😉

Impreza trwa od 20.01 do 28.01.2018 r. włącznie.

A wszelkie szczegóły, w tym dotyczące wystawców oraz dodatkowych atrakcji znajdziesz na stronie organizatora:

Ja na Targach „boot Düsseldorf” pracowałem efektywnie i do tego bawiłem się świetnie 🙂

Komisja Europejska zatwierdza pomoc inwestycyjną w sektorze stoczniowym dla małych i średnich przedsiębiorców!

To bardzo dobra wiadomość dla polskiej branży stoczniowej 🙂

Pomoc zostanie przyznana w formie dotacji, dopłat do oprocentowania i gwarancji udzielanych w ramach programu regionalnej pomocy inwestycyjnej wspierającego małe i średnie przedsiębiorstw w woj. pomorskim i zachodniopomorskim. Całkowity budżet programu wynosi 18.000.000 EUR.

Komisja potwierdziła, że pomoc będzie wspierać nowe inwestycje mające na celu modernizację sektora, który jest bardzo ważny dla lokalnej gospodarki, a pozytywne skutki projektu dla rozwoju regionalnego wyraźnie przewyższają zakłócenia konkurencji spowodowane przez pomoc państwa.

Druga informacja opublikowana przez Komisję Europejską jest jednak taka, że równolegle zostało wszczęte dochodzenie w sprawie systemu opodatkowania stoczni w Polsce, który może dawać niektórym przedsiębiorcom przewagę nad konkurentami.

Sprawa dotyczy rozwiązania, wprowadzonego od początku 2017 roku na podstawie Ustawy o aktywizacji przemysłu stoczniowego i przemysłów komplementarnych, które umożliwiło niektórym polskim stoczniom płatność zryczałtowanego podatku w wysokości 1 % od sprzedaży pochodzącej z budowy i przebudowy statków. Stocznia ma w takim przypadku wybór, czy płacić podatek zryczałtowany od obrotu, czy powszechnie obowiązujący podatku dochodowego od osób prawnych lub od osób fizycznych. Ponadto obowiązek zapłaty zryczałtowanego podatku jest wstrzymany do czasu ukończenia budowy lub przebudowy statku.

Pisałem o tej ustawie już wcześniej TUTAJ.

Wątpliwości Komisji Europejskiej budzi kwestia uznania zaproponowanych przez polskiego ustawodawcę rozwiązań za pomoc operacyjną wykorzystującą fundusze publiczne, aby zwolnić stocznie z kosztów, które w przeciwnym razie musiałyby ponieść w ramach swojej bieżącej działalności.

Pomoc operacyjna co do zasady nie jest bowiem w ramach UE dopuszczalna, ponieważ zakłóca zasady uczciwej konkurencji opartej na osiągnięciach i nie pozwala na osiągnięcie celów leżących we wspólnym interesie Unii.

W tym przypadku Komisja obawia się, że pomoc zaszkodziłaby stoczniom w UE, które nie kwalifikują się do wsparcia w ramach polskiego systemu podatkowego. Z drugiej strony, w ocenie Komisji, istnieją w Polsce stocznie, które są w stanie konkurować na rynku na podstawie własnych osiągnięć, bez potrzeby pomocy państwa.

Skądinąd jestem też bardzo ciekawy, ilu z polskich przedsiębiorców branży stoczniowej rzeczywiście korzysta z możliwości płatności zryczałtowanego podatku w wysokości 1 proc. od sprzedaży pochodzącej z budowy i przebudowy statków zamiast powszechnie obowiązującego podatku dochodowego od osób prawnych lub od osób fizycznych.

Mam wrażenie, że nieliczni…

A szczegółowy komunikat Komisji Europejskiej w obu sprawach możesz znaleźć TUTAJ.

 

 

Nie wiem czy wiesz, ale zakup i korzystanie z jachtu (zarówno żaglowego, jak i motorowego) może być nie tylko elementem hobby, czy wręcz sposobu na życie, ale także całkiem dobrą inwestycją.

Wartość jachtu – w przeciwieństwie do pojazdów – nie spada tak gwałtownie, a zasady jego eksploatacji bardziej przypominają zarządzanie nieruchomością.

Na pewno kiedyś słyszałeś o możliwości inwestowania w nieruchomości lokalowe.

Kupujesz np. na kredyt apartament w dobrze ulokowanym miejscu (nad morzem lub w górach, albo w centrum miasta) i następnie oddajesz go wyspecjalizowanej firmie do zarządzania pod wynajem.

Po potrąceniu opłat związanych z usługą takiej firmy, otrzymujesz zarobek, który pomaga Ci spłacać ratę kredytu, który zaciągnąłeś na zakup lokalu, aż do jego pełnej spłaty.

Okazuje się, że w jachtingu również działa podobny mechanizm, nazywany „yacht managemant” albo „charter management”, czy nieco bardziej spolszczoną wersją „czarter managementem”.

Inwestor nabywa jednostkę (lub udział w niej) na własność za swoje środki lub za pośrednictwem kredytu, czy – częściej w przypadku prowadzenia działalności gospodarczej – przy pomocy leasingu (umowa zawierana jest na ogół na 5-7 lat).

Następnie inwestor podpisuje umowę z firmą zarządzającą, w ramach której – w zależności od wzajemnych uzgodnień – jacht jest przygotowywany do sezonu, a następnie wynajmowany (czarterowany) na rzecz osób trzecich.

Bieżący nadzór i pieczę nad stanem jachtu oraz przygotowaniem go do kolejnych czarterów przejmuje na ogół również firma zarządzająca.

Warto zauważyć, że istnieją różne zasady rozliczeń z firmą zarządzającą.

Przykładowo:

  • udział w czynszu – to najczęstszy z modeli, w którym właściciel jachtu (lub jego leasingobiorca) upoważniają firmę zarządzająca do zawierania umów czarterowych i pobierania opłat z tym związanych. Firma pobiera z tego tytułu – w zależności od konkretnych ustaleń – od 10 do 35 %;
  • gwarantowany udział w czynszu – gdy firma zarządzająca z góry płaci właścicielowi jachtu (lub jego leasingobiorcy) określoną stawkę (gwarantowany udział w czynszu) i uzyskuje uprawnienie do wyczarterowania jachtu na własnych warunkach. Przychodem firmy jest wtedy różnica pomiędzy czynszem rynkowym a czynszem gwarantowanym;
  • stała opłata – nieco rzadziej spotykana, częściej w sytuacjach gdy jacht nie jest czarterowany przez pełny sezon, a wymaga nadzoru i remontów.

Natomiast kilka uwag ze strony leasingodawcy dotyczących „czarter managementu” znajdziesz w ciekawym wywiadzie TUTAJ.

Wydaje się, że dla rynku jachtowego tego typu instrument to dobre rozwiązanie i niemal pewna przesłanka dalszego jego rozwoju także w Polsce 🙂

Wymierne korzyści uzyskują przecież:

  • stocznia jachtowa, budująca jacht,
  • jej diler (czyli tzw. autoryzowany przedstawiciel), który ją bezpośrednio sprzedaje,
  • leasingodawca (sprzedający usługę finansową),
  • leasingobiorca (inwestor liczący na stosunkowo szybki zwrot inwestycji),
  • firma zarządzająca (która tworząc większą flotę może optymalizować koszty jej utrzymania, a także promocji czarterów dla osób trzecich),
  • firmy specjalizujące się w remontach oraz dostarczaniu części i usług w czasie eksploatacji jachtu,
  • a także wreszcie sami zainteresowani żeglarze, dla których oferta czarteru i to również na polskim wybrzeżu jest coraz szersza.

Z punktu widzenia inwestora istnieje jednak kilka kluczowych warunków niezłej perspektywy takiej inwestycji:

1) jacht przeznaczony na czarter powinien być dobrej jakości, wytrzymały, o parametrach i wyposażeniu dostosowanym do rejonu planowanej żeglugi;

2) inwestor (lub w ramach zawartej umowy firma zarządzająca) powinni mieć dostęp do dobrych jakościowo i szybkich usług stoczniowych, części i innych usług związanych ze zwykłą eksploatacją jachtu;

no i wreszcie, szczególnie istotna kwestia:

3) konieczne są profesjonalizm, uczciwość i rzetelność firmy zarządzającej.

Warto zauważyć, że renomę zdobywa się latami. A w aktualnym stanie prawnym firmy zajmujące się „czarter managementem” nie muszą spełniać jakichkolwiek dodatkowych wymagań formalnoprawnych, nie mają obowiązku ubezpieczania swojej działalności, nie mają również wymogu zdobywania odpowiednich pozwoleń lub licencji na działalność zarządczą tego typu.

Oczywiście większość z firm zarządzających ostatecznie i skutecznie zweryfikuje rynek. Do tego czasu może to stanowić istotne ryzyko inwestycyjne.

Dla branży ważne jest jednak, żeby nieuczciwych przedsiębiorców było jak najmniej.

Jestem ciekaw, czy mieliście już do czynienia z czarter managementem w praktyce?