Wróciłem właśnie z kolegami z załogi YKP Szczecin z regatowego wyjazdu w Kalifornii.
Poniżej parę fajnych fotografii z tego wydarzenia od organizatorów (Long Beach Yacht Club, fot. Bronny Daniels), oczywiście dla przyciągnięcia uwagi:
A po drodze widziałem to, co w południowo-zachodnich Stanach Zjednoczonych rzuca się w oczy bardzo szybko: panele fotowoltaiczne, farmy solarne i lądowe turbiny wiatrowe.
Podobnie w Arizonie i Nevadzie — ogromna przestrzeń, pustynny krajobraz, autostrady i energetyka odnawialna widoczna z samochodu (fot. Ł. Czaja).

Równolegle – uderzający był brak morskich farm wiatrowych.
Nawet jadąc słynną trasą wzdłuż Pacyfiku — California State Route 1, znaną jako Pacific Coast Highway, na odcinku kojarzonym z podróżą z Los Angeles do San Francisco — nie widać charakterystycznego dla Europy obrazu turbin na morzu.
Dlaczego w Kalifornii nie widać jeszcze offshore wind
To nie jest przypadek. Kalifornia ma ambitne plany rozwoju offshore wind, ale są to przede wszystkim projekty pływających farm wiatrowych, planowane w federalnych wodach morskich w rejonach Humboldt i Morro Bay.
Amerykańskie Bureau of Ocean Energy Management, czyli federalne Biuro Zarządzania Energią Oceaniczną działające w ramach U.S. Department of the Interior — Departamentu Spraw Wewnętrznych USA — przeprowadziło pierwszą aukcję dzierżaw offshore wind dla Zachodniego Wybrzeża w 2022 r.
Pięć obszarów dzierżawnych obejmuje łącznie ponad 373 tys. akrów i ma potencjał ok. 4,6 GW mocy.
Kalifornia zakłada rozwój offshore wind do poziomu 2–5 GW do 2030 r. i 25 GW do 2045 r., ale na razie jest to bardziej infrastrukturalna mapa przyszłości niż element obecnego krajobrazu widoczny z wybrzeża.
Kontrast między lądem a morzem
Ten kontrast — lądowe wiatraki i fotowoltaika widoczne niemal od razu, a offshore wind niewidoczny nawet przy spektakularnej trasie wzdłuż oceanu — dobrze pokazuje specyfikę amerykańskiego rynku.
Stany Zjednoczone mają ogromny potencjał energetyki odnawialnej, ale morska energetyka wiatrowa pozostaje tam jeszcze bardziej instrumentem polityki niż w Europie.
„Drill, baby, drill” jako punkt zwrotny
Polityczny punkt zwrotny nastąpił 20 stycznia 2025 r. W przemówieniu inauguracyjnym Donald Trump powiedział: „We will drill, baby, drill”.
W tym samym fragmencie zapowiedział ogłoszenie krajowego stanu wyjątkowego w energetyce, powrót do intensywnego wykorzystania amerykańskiej ropy i gazu oraz eksport amerykańskiej energii na cały świat.
Chwilę później dodał, że jego administracja zakończy politykę określaną przez niego jako Green New Deal: „we will end the Green New Deal”.
Memorandum przeciwko nowym dzierżawom offshore wind
W praktyce nie były to wyłącznie hasła. Tego samego dnia Biały Dom wydał memorandum dotyczące offshore wind. Dokument nosił nazwę Temporary Withdrawal of All Areas on the Outer Continental Shelf from Offshore Wind Leasing and Review of the Federal Government’s Leasing and Permitting Practices for Wind Projects.
W amerykańskiej nomenklaturze Outer Continental Shelf oznacza zewnętrzny szelf kontynentalny, czyli federalne obszary morskie, na których rozwijane są m.in. projekty offshore wind oraz projekty oil & gas.
Memorandum wyłączyło wszystkie takie obszary z nowych dzierżaw pod energetykę wiatrową oraz poleciło federalnym agencjom, aby do czasu przeglądu nie wydawały nowych ani odnawianych zgód, pozwoleń, praw drogi, dzierżaw ani finansowania dla projektów wiatrowych, zarówno lądowych, jak i morskich.
Offshore wind jako spór polityczny
To przesunęło offshore wind z kategorii projektu infrastrukturalnego do kategorii politycznego sporu o kierunek energetyki USA.
Za administracji Bidena morska energetyka wiatrowa była przedstawiana jako narzędzie transformacji, budowy lokalnych łańcuchów dostaw i redukcji emisji.
Za administracji Trumpa zaczęto ją opisywać jako energię kosztowną, niestabilną, zależną od subsydiów i potencjalnie problematyczną dla bezpieczeństwa narodowego, żeglugi, rybołówstwa oraz środowiska morskiego.
Kalifornia jako przykład napięcia między stanem a federacją
Dobrym przykładem tego napięcia jest właśnie Kalifornia.
Z jednej strony stan ma ambitne cele klimatyczne i energetyczne, a projekty w rejonie Humboldt i Morro Bay mają stworzyć podstawę amerykańskiego rynku pływającego offshore wind.
Z drugiej strony, jeden z kalifornijskich projektów — Golden State Wind w rejonie Morro Bay — stał się przykładem odwrotu dewelopera z rynku.
Właśnie w kwietniu 2026 r. Departament Spraw Wewnętrznych USA ogłosił porozumienie, w ramach którego Golden State Wind ma dobrowolnie zakończyć dzierżawę offshore wind, a powiązane podmioty mogą odzyskać ok. 120 mln USD opłat dzierżawnych po zainwestowaniu równoważnej kwoty w amerykańskie aktywa oil & gas, infrastrukturę energetyczną lub projekty LNG.
Sądy jako ostatnia linia obrony projektów
Najciekawsza część tego procesu rozgrywa się jednak w sądach.
Spory dotyczą przede wszystkim tego, czy administracja federalna może po prostu zatrzymać projekty, które wcześniej przeszły wieloletnie procedury, uzyskały zgody i weszły w fazę budowy.
Deweloperzy powołują się tutaj głównie na Administrative Procedure Act, czyli amerykańską ustawę regulującą działanie administracji federalnej, oraz na Outer Continental Shelf Lands Act, ustawę dotyczącą zarządzania zewnętrznym szelfem kontynentalnym. W uproszczeniu chodzi o zarzut, że administracja działa arbitralnie, bez dostatecznego uzasadnienia, bez poszanowania wcześniejszych decyzji i bez uwzględnienia tego, że inwestorzy ponieśli już ogromne nakłady.
W europejskiej kulturze prawnej podnieślibyśmy tutaj zarzuty ochrony praw nabytych oraz naruszenia zasady pewności obrotu prawnego.
New York v. Trump — spór systemowy
Najszerszy spór systemowy to sprawa State of New York et al. v. Donald J. Trump et al. przed federalnym sądem w Massachusetts, czyli U.S. District Court for the District of Massachusetts.
Grupa stanów zakwestionowała federalne wstrzymanie autoryzacji dla projektów wiatrowych.
8 grudnia 2025 r. sąd uznał tzw. Wind Order za niezgodny z prawem i uchylił go w całości.
W uzasadnieniu sąd podkreślił, że działania agencji były arbitralne i sprzeczne z wymogami federalnego postępowania administracyjnego.
Samo orzeczenie funkcjonuje jako New York v. Trump — Order Vacating Wind Order.
Revolution Wind — projekt, którego nie dało się łatwo zatrzymać
Osobną grupę stanowią sprawy dotyczące konkretnych projektów offshore wind.
Revolution Wind, projekt Ørsted i Skyborn Renewables u wybrzeży Rhode Island i Connecticut, został zatrzymany przez federalne Bureau of Ocean Energy Management. BOEM jest tu organem szczególnie ważnym, bo odpowiada za dzierżawy i zatwierdzanie projektów energetycznych na federalnych obszarach morskich.
W sprawie Revolution Wind, LLC v. Burgum sąd federalny w Dystrykcie Kolumbii wydał tymczasowe zabezpieczenie, czyli preliminary injunction, blokujące wykonanie nakazu wstrzymania prac.
Deweloperzy przekonywali, że projekt jest zaawansowany, a przerwanie prac grozi nieodwracalną szkodą, w tym utratą specjalistycznych statków instalacyjnych, opóźnieniami, kosztami i naruszeniem harmonogramów kontraktowych.
Empire Wind — Equinor i ryzyko dla Nowego Jorku
Podobnie wyglądał spór wokół Empire Wind 1, projektu Equinora mającego dostarczać energię do Nowego Jorku.
Projekt otrzymał nakaz wstrzymania prac, następnie część decyzji została cofnięta po rozmowach z administracją, a później spór wrócił do sądu. W sprawie Empire Leaseholder LLC v. Burgum sąd federalny w Dystrykcie Kolumbii również wydał rozstrzygnięcie pozwalające utrzymać status quo i kontynuować budowę do czasu dalszego rozpoznania sprawy.
Znaczenie tego projektu wykracza poza jedną inwestycję. Empire Wind jest bowiem częścią szerszego planu transformacji energetycznej Nowego Jorku i budowy lokalnego zaplecza portowego oraz przemysłowego dla offshore wind.
Coastal Virginia Offshore Wind — największa skala i największe koszty postoju
Kolejnym przykładem jest Coastal Virginia Offshore Wind, projekt Dominion Energy. To jeden z największych projektów offshore wind w USA.
Po grudniowym nakazie wstrzymania prac deweloper zaskarżył działania administracji. Federalny sąd dla Wschodniego Dystryktu Wirginii, czyli U.S. District Court for the Eastern District of Virginia, wydał preliminary injunction, pozwalając wznowić prace.
W takich sprawach sądy szczególnie mocno biorą pod uwagę nie tylko abstrakcyjną zgodność decyzji z prawem, ale także praktyczne skutki zatrzymania budowy.
W offshore wind każdy dzień postoju może przecież oznaczać milionowe koszty, utratę dostępności statków, przesunięcie harmonogramu i problemy z finansowaniem.
Vineyard Wind i Sunrise Wind — ten sam schemat sporu
Podobny schemat pojawił się przy Vineyard Wind 1 oraz Sunrise Wind.
W obu przypadkach chodziło o projekty, które przeszły już długie procedury administracyjne i miały za sobą istotne nakłady inwestycyjne.
Deweloperzy zarzucali administracji m.in. naruszenie Administrative Procedure Act, Outer Continental Shelf Lands Act oraz zasad due process, czyli konstytucyjnych gwarancji rzetelnej procedury.
W tle pojawiał się ten sam problem: czy można zatrzymać projekt po latach procedowania, gdy inwestor działał w zaufaniu do decyzji federalnych organów.
Projekty zaawansowane walczą, projekty wcześniejsze wychodzą
Z perspektywy biznesowej widać wyraźny podział. Projekty zaawansowane, takie jak Revolution Wind, Empire Wind, Coastal Virginia Offshore Wind, Vineyard Wind i Sunrise Wind, walczą w sądach. Mają pozwolenia, kontrakty, finansowanie, statki, dostawców, harmonogramy i realne ryzyko nieodwracalnych strat. Dla nich wyjście z rynku byłoby bardzo kosztowne.
Inaczej wygląda sytuacja projektów na wczesnym etapie rozwoju. TotalEnergies zgodził się zakończyć dzierżawy offshore wind w USA i przesunąć kapitał do projektów oil, gas i LNG. Departament Spraw Wewnętrznych USA podał, że spółka zobowiązała się zainwestować ok. 1 mld USD w amerykańską ropę, gaz ziemny i LNG, a po tej inwestycji USA mają zwrócić jej opłaty dzierżawne do wysokości zapłaconej za dzierżawy offshore wind.
TotalEnergies zadeklarował też, że nie będzie rozwijać nowych projektów offshore wind w USA.
Podobny schemat dotyczy Bluepoint Wind i Golden State Wind.
Departament Spraw Wewnętrznych USA ogłosił, że projekty zakończą dzierżawy offshore wind, a powiązane podmioty zainwestują środki w konwencjonalne projekty energetyczne. Bluepoint Wind ma być powiązany z inwestycją do 765 mln USD w amerykański projekt LNG, a Golden State Wind z możliwością odzyskania ok. 120 mln USD po inwestycji w oil & gas, infrastrukturę energetyczną lub LNG.
To bardzo ciekawy model polityczno-biznesowy: administracja nie tylko zatrzymuje rozwój offshore wind, ale tworzy ścieżkę wyjścia z rynku w zamian za przesunięcie kapitału do tradycyjnej energetyki.
Lekcja dla projektów infrastrukturalnych
Po pierwsze, offshore wind w USA stał się testem odporności projektów infrastrukturalnych na zmianę administracji.
Problemem nie jest wyłącznie procedura środowiskowa, dostęp do portów, sieć przesyłowa czy technologia. Problemem jest polityczna zdolność administracji do spowolnienia, zatrzymania albo podważenia projektów już po wydaniu zgód.
Po drugie: najbezpieczniejsze są projekty, które są już naprawdę zaawansowane.
Deweloper, który może pokazać poniesione miliardowe nakłady, zakontraktowane statki instalacyjne, podpisane umowy sprzedaży energii, finansowanie projektowe i ryzyko utraty harmonogramu, ma znacznie mocniejszą pozycję w sporze sądowym.
Projekty na wcześniejszym etapie są dużo bardziej podatne na polityczną zmianę kursu i negocjacje dotyczące wyjścia z rynku.
Po trzecie: argument bezpieczeństwa narodowego. W amerykańskich sporach wokół offshore wind pojawia się on bardzo często. Administracja powołuje się m.in. na ryzyko zakłóceń radarowych, kolizje z obszarami wojskowymi, żeglugą, rybołówstwem i infrastrukturą krytyczną (trochę jak ostatnio w Szwecji).
Dla przyszłych projektów oznacza to, że uzgodnienia z Department of Defense, czyli Departamentem Obrony, U.S. Coast Guard, czyli Strażą Przybrzeżną, BOEM, Departamentem Spraw Wewnętrznych i innymi agencjami nie są już tylko technicznym dodatkiem. Stają się elementem bankowalności projektu.
Po czwarte, co szczególnie ważne dla konsorcjów i struktur joint venture. Umowy projektowe powinny bardzo precyzyjnie opisywać ryzyko polityczne, zmianę prawa, stop-work order, utratę lub zmianę ulg podatkowych, utratę zezwoleń, zmianę stanowiska agencji federalnych, national security review, dostępność portów, statków instalacyjnych i wpływ opóźnień na harmonogram.
W USA to nie są już teoretyczne ryzyka z tabeli due diligence. To scenariusze, które wydarzyły się w praktyce.
USA jako kierunek dla europejskiego łańcucha dostaw
I tu pojawia się najciekawsze pytanie: czy Stany Zjednoczone są dziś dobrym kierunkiem dla europejskiego łańcucha dostaw offshore wind?
Odpowiedź brzmi: tak, ale nie dla każdego i nie za wszelką cenę.
USA pozostają ogromnym rynkiem, z potężnym zapotrzebowaniem na energię, silnymi stanami wspierającymi transformację, rosnącymi potrzebami portowymi i przemysłowymi oraz potencjałem dla technologii pływających. Ale jednocześnie jest to rynek, na którym ryzyko polityczne może w ciągu kilku miesięcy zmienić wartość projektu, strategię dewelopera i sens wejścia do danego łańcucha dostaw.
Dla europejskich firm oznacza to jedno: USA nie są dziś prostą „drugą Europą” dla offshore wind. To raczej rynek wysokiej nagrody i wysokiego ryzyka. Można tam wygrać bardzo dużo, ale tylko wtedy, gdy rozumie się lokalne regulacje, federalno-stanowe napięcia, ryzyko zmiany administracji i siłę argumentów takich jak national security.
Amerykański offshore wind nie jest dziś spokojnym rejsem po stałym kursie. To raczej regaty przy zmiennym wietrze, silnym prądzie politycznym i z sędzią, który czasem przestawia boje w trakcie wyścigu.
Europejski łańcuch dostaw może tam płynąć — ale powinien mieć bardzo dobrą mapę, mocne umowy i plan awaryjny, zanim postawi pełne żagle.
Patryk Zbroja










{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }