Patryk Zbroja

adwokat

Kancelarię adwokacką prowadzi w Szczecinie. Specjalizuje się w prawie cywilnym i gospodarczym, w tym związanym z prawem morskim.
[Więcej >>>]

eBook

Nie wiem czy wiesz, ale zakup i korzystanie z jachtu (zarówno żaglowego, jak i motorowego) może być nie tylko elementem hobby, czy wręcz sposobu na życie, ale także całkiem dobrą inwestycją.

Wartość jachtu – w przeciwieństwie do pojazdów – nie spada tak gwałtownie, a zasady jego eksploatacji bardziej przypominają zarządzanie nieruchomością.

Na pewno kiedyś słyszałeś o możliwości inwestowania w nieruchomości lokalowe.

Kupujesz np. na kredyt apartament w dobrze ulokowanym miejscu (nad morzem lub w górach, albo w centrum miasta) i następnie oddajesz go wyspecjalizowanej firmie do zarządzania pod wynajem.

Po potrąceniu opłat związanych z usługą takiej firmy, otrzymujesz zarobek, który pomaga Ci spłacać ratę kredytu, który zaciągnąłeś na zakup lokalu, aż do jego pełnej spłaty.

Okazuje się, że w jachtingu również działa podobny mechanizm, nazywany „yacht managemant” albo „charter management”, czy nieco bardziej spolszczoną wersją „czarter managementem”.

Inwestor nabywa jednostkę (lub udział w niej) na własność za swoje środki lub za pośrednictwem kredytu, czy – częściej w przypadku prowadzenia działalności gospodarczej – przy pomocy leasingu (umowa zawierana jest na ogół na 5-7 lat).

Następnie inwestor podpisuje umowę z firmą zarządzającą, w ramach której – w zależności od wzajemnych uzgodnień – jacht jest przygotowywany do sezonu, a następnie wynajmowany (czarterowany) na rzecz osób trzecich.

Bieżący nadzór i pieczę nad stanem jachtu oraz przygotowaniem go do kolejnych czarterów przejmuje na ogół również firma zarządzająca.

Warto zauważyć, że istnieją różne zasady rozliczeń z firmą zarządzającą.

Przykładowo:

  • udział w czynszu – to najczęstszy z modeli, w którym właściciel jachtu (lub jego leasingobiorca) upoważniają firmę zarządzająca do zawierania umów czarterowych i pobierania opłat z tym związanych. Firma pobiera z tego tytułu – w zależności od konkretnych ustaleń – od 10 do 35 %;
  • gwarantowany udział w czynszu – gdy firma zarządzająca z góry płaci właścicielowi jachtu (lub jego leasingobiorcy) określoną stawkę (gwarantowany udział w czynszu) i uzyskuje uprawnienie do wyczarterowania jachtu na własnych warunkach. Przychodem firmy jest wtedy różnica pomiędzy czynszem rynkowym a czynszem gwarantowanym;
  • stała opłata – nieco rzadziej spotykana, częściej w sytuacjach gdy jacht nie jest czarterowany przez pełny sezon, a wymaga nadzoru i remontów.

Natomiast kilka uwag ze strony leasingodawcy dotyczących „czarter managementu” znajdziesz w ciekawym wywiadzie TUTAJ.

Wydaje się, że dla rynku jachtowego tego typu instrument to dobre rozwiązanie i niemal pewna przesłanka dalszego jego rozwoju także w Polsce 🙂

Wymierne korzyści uzyskują przecież:

  • stocznia jachtowa, budująca jacht,
  • jej diler (czyli tzw. autoryzowany przedstawiciel), który ją bezpośrednio sprzedaje,
  • leasingodawca (sprzedający usługę finansową),
  • leasingobiorca (inwestor liczący na stosunkowo szybki zwrot inwestycji),
  • firma zarządzająca (która tworząc większą flotę może optymalizować koszty jej utrzymania, a także promocji czarterów dla osób trzecich),
  • firmy specjalizujące się w remontach oraz dostarczaniu części i usług w czasie eksploatacji jachtu,
  • a także wreszcie sami zainteresowani żeglarze, dla których oferta czarteru i to również na polskim wybrzeżu jest coraz szersza.

Z punktu widzenia inwestora istnieje jednak kilka kluczowych warunków niezłej perspektywy takiej inwestycji:

1) jacht przeznaczony na czarter powinien być dobrej jakości, wytrzymały, o parametrach i wyposażeniu dostosowanym do rejonu planowanej żeglugi;

2) inwestor (lub w ramach zawartej umowy firma zarządzająca) powinni mieć dostęp do dobrych jakościowo i szybkich usług stoczniowych, części i innych usług związanych ze zwykłą eksploatacją jachtu;

no i wreszcie, szczególnie istotna kwestia:

3) konieczne są profesjonalizm, uczciwość i rzetelność firmy zarządzającej.

Warto zauważyć, że renomę zdobywa się latami. A w aktualnym stanie prawnym firmy zajmujące się „czarter managementem” nie muszą spełniać jakichkolwiek dodatkowych wymagań formalnoprawnych, nie mają obowiązku ubezpieczania swojej działalności, nie mają również wymogu zdobywania odpowiednich pozwoleń lub licencji na działalność zarządczą tego typu.

Oczywiście większość z firm zarządzających ostatecznie i skutecznie zweryfikuje rynek. Do tego czasu może to stanowić istotne ryzyko inwestycyjne.

Dla branży ważne jest jednak, żeby nieuczciwych przedsiębiorców było jak najmniej.

Jestem ciekaw, czy mieliście już do czynienia z czarter managementem w praktyce?

 

 

 

Sporo się dzieje ostatnio w regionie zachodniopomorskim i to niekoniecznie z powodu nadchodzących świąt Bożego Narodzenia 🙂

Z jednej strony mamy narrację sukcesu związaną z państwowymi spółkami.

MSR Gryfia ma najlepsze wyniki finansowe od lat, kontynuuje prace projektowe związane z budową promu dla PŻB, a dodatkowo prowadzi rozmowy z państwowym gigantem paliwowym związane z produkcją platform wydobywczych.

Szczeciński Park Przemysłowy – w mediach bardziej znany pod marketingową nazwą „Stocznia Szczecińska” – podpisuje kolejne listy intencyjne w sprawie budowy statków.

Mamy już niemal początek budowy tunelu pod Świną i prawie wypłacone środki finansowe przyznane na pogłębienie toru wodnego Szczecin – Świnoujście do niezbędnych 12,5 m.

Czyli wydaje się, że jest nieźle 🙂

Z drugiej strony w branżę uderza niepewna sytuacja finansowa i trwające postępowanie restrukturyzacyjne kolejnego giganta (oczywiście, jak na szczecińskie warunki), czyli spółki ST3 Offshore (pisałem o tym postępowaniu już wcześniej TUTAJ ).

Do tego nadal nie widać jeszcze specjalnie jakichkolwiek efektów zakładanego rozwoju infrastruktury i wieloletniej polityki inwestycyjnej w branżę morską.

Wreszcie wszyscy cierpią na brak odpowiednich kadr stoczniowych, a protest pracowników świnoujskiego oddziału Gryfii, sprzeciwiających się gospodarczym planom zarządu jest aż nadto widoczny.

A to na pewno tylko niektóre z problemów, przed którymi stoją przedsiębiorcy gospodarki morskiej.

Warto o nich głośno dyskutować…

Już w najbliższy poniedziałek, 18.12.2017 r. odbędzie się (w ramach cyklu Safety Forum) merytoryczny panel pt. „Organizacyjne, przemysłowe i technologiczne wyzwania przed polskim przemysłem stoczniowym„.

Jakie są aktualne plany wiodących spółek w branży?

Z jakimi wyzwaniami organizacyjnymi i prawnymi borykają się poszczególne podmioty?

Czy przemysł stoczniowy w szczecińskim regionie może być rozwijany również na bazie budów i remontów okrętów marynarki wojennej?

W imieniu organizatorów zapraszam Ciebie do udziału w tej konferencji, w której również będę prelegentem.

Szczegóły znajdziesz TUTAJ.

Jesień to tradycyjnie okres targowy, również w branży żeglarskiej i przemysłu jachtowego.

W Polsce niemal pod rząd odbywają się trzy osobne imprezy. A jak dodamy do tego Hamburg, Amsterdam i Berlin, to robi się naprawdę gorąco 🙂

W ostatni weekend brałem udział jako prelegent w zorganizowanym w ramach katowickich Targów Wiatr i Woda panelu pt. Maritime Industry Forum.

Była to ciekawa inicjatywa B2B, skierowana do przedstawicieli przemysłu jachtowego. Przedsiębiorcy z branży mieli możliwość zapoznania się z najnowszymi technologiami i materiałami stosowanymi w produkcji jachtów i łodzi na świecie, badaniami uczelni i instytutów badawczych z Polski i z zagranicy, a także studenckimi wynalazkami prezentowanymi w Strefie Start-up.

Ja poprowadziłem taki oto wykład:

Tradycyjnie z dużym naciskiem na tzw. ADR, czyli alternatywne sposoby rozwiązywania sporów pomiędzy przedsiębiorcami. Zdecydowanie wolę rozstrzygać sprawy polubownie i to rekomenduję klientom. Proces sądowy traktuję zawsze jako ostateczność 🙂

W najbliższą niedzielę kolejne targi.

Tym razem: Boatshow 2017 w Łodzi.

Tutaj będę mówił krótko o zasadach i możliwych wariantach likwidacji szkód powstałych w czasie zawodów żeglarskich z omówieniem możliwych rozwiązań konkretnych przypadków.

Tytuł krótkiej prezentacji: „Kto zapłaci za złamany jacht podczas regat?”

A case study obejmie spektakularną kolizji jachtów z ostatnich regat Sopot Match Race.

fot. Robert Hajduk

Pamiętasz zapewne ten film, no i skutek kolizji:

fot. Robert Hajduk

A zatem zapraszam Ciebie już w tę niedzielę, 19 listopada, na godz. 12.00 na Targi do Łodzi (Scena główna).

Będzie okazja do spotkania i wymiany poglądów, nie tylko o prawniczym charakterze…

 

Witam Ciebie serdecznie w to pochmurne, listopadowe popołudnie…

Od kilku miesięcy wielu przedsiębiorców branży gospodarki morskiej z niepokojem patrzy na szczecińską Wyspę Gryfia, gdzie swoją siedzibę ma ST3 Offshore sp. z o.o.

Jak na zachodniopomorskie warunki to duża spółka. Prowadzi fabrykę fundamentów morskich elektrowni wiatrowych, która zajmuje ok. 20 ha i zatrudnia około 500 osób. Koszt jej powstania to 500 mln zł, z czego 123 mln zł stanowiło unijne wsparcie z Programu Operacyjnego „Innowacyjna gospodarka”. Na terenie fabryki zamontowano największą w Europie suwnicę bramową (120 m wysokości, 1400 t udźwigu), przeznaczoną do finalnego montażu i załadunku struktur o wysokości do 90 metrów.

O grożącej upadłości spółki media sygnalizowały już wielokrotnie.

Tymczasem, w ubiegłym tygodniu rozpoczęta została formalnie restrukturyzacja spółki.

Uznałem, że dobrze jest opisać choćby w paru słowach założenia przyspieszonego postępowania układowego oraz możliwe jego skutki dla dochodzących swoich roszczeń przedsiębiorców.

Wstępne dane mówią o ponad 400 wierzycieli.

Tekst mojej publikacji możesz przeczytać TUTAJ.

Sprawa robi się coraz bardziej emocjonalna, a wydaje się, że sytuacji nie polepsza fakt przejęcia kontrolnego pakietu udziałów zadłużonej spółki przez państwowy podmiot – Fundusz Inwestycyjny MARS.

Sezon żeglarski dobiega końca.

Zaczynają się coraz dłuższe jesienne, a potem zimowe wieczory pełne „morskich opowieści” o minionych miesiącach.

Kolizje, jako ten najbardziej spektakularny temat, to jeden z powtarzających się wątków.

fot. Robert Hajduk (Sopot Match Race)

Pamiętasz pewnie spory o to, kto miał prawy hals, kto był zawietrzny, albo kto nie ustąpił pierwszeństwa.

Tymczasem ustalenie winy za żeglarską kolizję, to nie jest w praktyce taki łatwy orzech do zgryzienia.

Zwłaszcza, gdy sytuacja nie była oczywista, albo analizowana przez fachowe grono (arbitra czy komisję protestową).

O żeglarskiej kolizji pisałem już kiedyś TUTAJ.

Zachęcam Ciebie do lektury krótkiej publikacji na ten temat pt. „Jak ustalić winnego żeglarskiej kolizji?”, którą znajdziesz TUTAJ.

Pozdrawiam serdecznie!