Patryk Zbroja

adwokat

Kancelarię adwokacką prowadzi w Szczecinie. Specjalizuje się w prawie cywilnym i gospodarczym, w tym związanym z prawem morskim.
[Więcej >>>]

eBook

Problematyka ochrony danych osobowych, zwłaszcza z postępującą informatyzacją życia gospodarczego jest co raz ważniejszym elementem obowiązków przedsiębiorców, również działających w branży gospodarki morskiej i przemysłu jachtowego.

Temat ten jest jednak często traktowany po macoszemu lub jako „zło konieczne„, no bo kto zwraca uwagę na ochronę danych zamawiającego przy zleceniu remontu jachtu 🙂

Tymczasem, od 25 maja 2018 r. zacznie obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. o ochronie danych osobowych, które w istotny sposób ma przemeblować podstawowe zagadnienia z zakresu ochrony danych osobowych w krajach UE, w tym również Polski.

Pełna nazwa tego aktu to: Rozporządzenie „w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE”. Jego treść możesz znaleźć tutaj.

Sprawa jest poważna, bo wymaga dostosowania nie tylko w zakresie krajowego ustawodawstwa, ale przede wszystkim praktycznego wdrożenia.

W praktyce oznacza to, że czasy, w których kwestia ochrony danych osobowych była przez niektórych traktowana z przymrużeniem oka, odchodzą bezpowrotnie w przeszłość. To, co jeszcze niedawno było dobrą praktyką, stanie się obligatoryjnym standardem funkcjonowania dla polskich przedsiębiorców.

Obowiązki w zakresie danych osobowych dotyczą oczywiście zarówno jednostek administracji publicznej, jak i prywatne podmioty od spółek prawa handlowego po jednoosobowe działalności gospodarcze.

Co robić?

Na wstępie warto zapoznać się z bardzo praktycznym komentarzem specjalisty w tym zakresie:

Przydałby się też audyt oraz wdrożenie określonej polityki bezpieczeństwa danych i niezbędnych dokumentów.

To na początek.

Chciałbym jednak już w tym miejscu Tobie zasygnalizować, że dotychczasowa polska ustawa o ochronie danych osobowych z 29 sierpnia 1997 r. utraci moc, a w jej miejsce wejdzie w życie nowa ustawa, która będzie doprecyzowała kwestie nieuregulowane w Rozporządzeniu.

Lada moment czekają nas zatem spore zmiany

Zasadnicza część Rozporządzenia będzie co prawda stosowana bezpośrednio, ale resztę wprowadzi ustawa.

Aktualnie nad nową regulacją pracuje Ministerstwo Cyfryzacji. Ma ona dotyczyć przede wszystkim  pozycji ustrojowej organu nadzorczego, zasad nadzoru nad zapewnieniem ochrony danych osobowych, zasad współpracy na rzecz ochrony danych osobowych oraz kar niezbędnych dla zapewnienia efektywnego wykonywania nadzoru.

I tutaj ważne ostrzeżenie!

Zwróć uwagę na treść art. 83 Rozporządzenia.

Przewiduje on zasady nakładania administracyjnych kar pieniężnych za naruszenia Rozporządzenia. Mają one być „w każdym indywidualnym przypadku skuteczne, proporcjonalne i odstraszające„.

Naruszenia przepisów podlegają karze pieniężnej w wysokości do maksymalnego pułapu (w zależności od przedmiotu naruszenia) od 10 000 000 EUR do 20 000 000 EUR, a w przypadku przedsiębiorstw – w wysokości maksymalnej od 2 % do 4 % jego całkowitego rocznego światowego obrotu z poprzedniego roku obrotowego (przy czym zastosowanie ma kwota wyższa).

Szczegółowe zasady nakładania tych kar zostaną przewidziane w opracowywanej ustawie.

Ale przykładowo, jeżeli jako jednoosobowy przedsiębiorca (albo członek zarządu spółki odpowiedzialny za ochronę) i administrator danych naruszysz podstawowe obowiązki w tym zakresie może Ciebie spotkać kara pieniężna w wysokości 2 % Twojego (lub zarządzanej przez Ciebie spółki) całorocznego obrotu.

Przy 1.000.000 PLN będzie to kwota 20.000 PLN, ale przy 10.000.000 PLN będzie to już kwota 200.000 PLN. Jednorazowa i natychmiastowa płatność tego typu może rozłożyć na łopatki niejednego przedsiębiorcę.

Brzmi bardzo poważnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę możliwość dodatkowe źródła przychodu polskich finansów publicznych…

Osobiście radzę Tobie dobrze się przygotować na wejście w życie tych przepisów.

Do maja 2018 r. pozostało już tylko nieco ponad 13 miesięcy…

 

Zainteresowała mnie ostatnio zwiększona aktywność polityczna (zarówno rządzących, jak i przedstawicieli opozycji) w sprawie wprowadzenia zarządu komisarycznego w Polskiej Żegludze Morskiej.

Nie muszę przypominać, że PŻM to niewątpliwie jedno z najważniejszych dla gospodarki morskiej polskie przedsiębiorstwo.

Zgodnie z treścią oświadczenia organu założycielskiego (funkcję tę pełni po reformach aktualnie resort gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej), przyczyną decyzji była trudna sytuacja największego narodowego armatora, ciągły brak symptomów poprawy koniunktury na światowym rynku shippingowym, a także brak odpowiednich działań dotychczasowego kierownictwa Grupy PŻM.

Pełną treść oświadczenia uzasadniającego wskazaną decyzję można znaleźć tutaj.

Warto dodać, że Polska Żegluga Morska ma status przedsiębiorstwa państwowego, do którego znajdą przede wszystkim zastosowanie przepisy Ustawy (z 1981 r.) o przedsiębiorstwach państwowych.

Jak zatem wygląda ustanowienie zarządu komisarycznego okiem ustawodawcy?

art. 65 ust. 1 ww. ustawy:

„Jeżeli przedsiębiorstwo prowadzi działalność ze stratą, organ założycielski w porozumieniu z ministrem właściwym do spraw finansów publicznych może wszcząć postępowanie naprawcze, ustanawiając nad przedsiębiorstwem zarząd komisaryczny”.

Warunkiem wszczęcia postępowania naprawczego i ustanowienia zarządu jest zatem prowadzenie działalności przez przedsiębiorstwo ze stratą.

Przy czym, nawet jeżeli przedsiębiorstw działa ze stratą, to organ założycielski nie ma obowiązku ustanawiania takiego zarządu, a jedynie ma takie uprawnienie.

To dwie pierwsze uwagi, które pojawiają się na wstępie.

Oczywiście spora część tej normy wymaga dodatkowej interpretacji w konkretnym stanie faktycznym:

1) co to znaczy prowadzić działalność gospodarczą ze stratą?

2) jak długo ta strata ma się utrzymywać przed podjęciem decyzji przez organ założycielski?

Odpowiedzi na te pytania wymagałaby szczegółowej analizy dokumentów źródłowych, a więc sprawozdań finansowych z działalności przedsiębiorstwa państwowego (za lata 2015 oraz 2016, które pewnie jeszcze nie jest gotowe) oraz wyniku audytu aktualnej sytuacji finansowej tego przedsiębiorstwa. Co istotne analiza powinna dotyczyć danego przedsiębiorstwa (tj. Polskiej Żeglugi Morskiej), a nie całej „Grupy PŻM” (składającej się przecież z wielu podmiotów, w tym głównie spółek prawa handlowego).

Warto na marginesie zauważyć, że wskazany na wstępie przekaz medialny dotyczący przesłanek wprowadzenia zarządu komisarycznego literalnie nie odpowiada warunkom przewidzianym w ustawie. Brak jest bowiem słowa o tym, że przedsiębiorstwo prowadzi działalność „ze stratą”.

Z drugiej jednak strony to organ założycielski decyduje, czy w konkretnym przypadku istnieją wystarczające podstawy ekonomiczne ustanowienia zarządu komisarycznego i ponosi odpowiedzialność za jego działalność, określając zasady sprawowania zarządu (powołanego zarządcy).

A jakie ma kompetencje zarządca?

Zarząd komisaryczny ustanawiany jest na czas oznaczony, a osoba sprawująca ten zarząd przejmuje kompetencje organów przedsiębiorstwa, z wyjątkiem:

1) przyjmowania i zatwierdzania sprawozdania finansowego;

2) dokonywania podziału wygospodarowanego zysku przez przedsiębiorstwo na fundusze oraz zasad wykorzystania tych funduszy.

Te kompetencje przejmuje bezpośrednio organ założycielski.

Osoba sprawująca zarząd komisaryczny powinna też niezwłocznie po jego ustanowieniu przedstawić organowi założycielskiemu do zatwierdzenia program naprawy przedsiębiorstwa i co trzy miesiące powinna przedstawiać sprawozdanie ze swojej działalności.

Organ założycielski może też w każdym czasie uchylić zarząd komisaryczny i zarządzić likwidację przedsiębiorstwa, jeżeli dalsze wykonywanie programu naprawczego nie rokuje poprawy gospodarki przedsiębiorstwa.

Natomiast koszty związane ze sprawowaniem zarządu komisarycznego obciążają przedsiębiorstwo państwowe (w tym wypadku PŻM).

W świetle tych uwag, wydaje się, że przekaz medialny przedstawiony do tej pory przez przedstawicieli organu stanowiącego oraz samego zarządcę komisarycznego nie jest zbyt precyzyjny i wymagałby zdecydowanie większej konkretyzacji, tak aby osoby zainteresowane (choćby pracownicy PŻM, partnerzy gospodarczy lub kontrahenci) mogły poznać okoliczności podjęcia takiej decyzji. Tym bardziej, że w planach postępowania naprawczego jest choćby redukcja zatrudnienia oraz istotne zmiany w portfelach zamówień nowych jednostek.

Oczywiście nie oznacza to, zwłaszcza przy założeniu, że organ stanowiący powinien znać najlepiej sytuację finansową podległego przedsiębiorstwa, że brak jest przesłanek do powołania zarządcy w tym przypadku.

Polityka polityką…

Niemniej – nie tylko jako prawnik – chętnie poznałbym szczegóły takiej decyzji.

 

W praktyce gospodarowania nieruchomościami w portach umowy najmu i dzierżawy stosuje się niezmiernie często, choć nie zawsze do końca prawidłowo.

Jaka jest różnica?

Na pierwszy rzut oka wydaje się łatwa do uchwycenia.

Wynika wprost z przepisów kodeksu cywilnego.

NAJEM CZY DZIERŻAWA?

Wynajmujący zobowiązuje się oddać najemcy rzecz do używania przez czas oznaczony lub nieoznaczony, a najemca zobowiązuje się płacić wynajmującemu umówiony czynsz – to umowa najmu.

Dzierżawa definiowana jest natomiast jako umowa, na podstawie której wydzierżawiający również zobowiązuje się oddać dzierżawcy rzecz do używania, ale nie tylko do używania, lecz również do pobierania pożytków, w zamian za umówiony z dzierżawcą czynsz.

A zatem, podstawowa różnica polega na tym, że dzierżawa obejmuje nie tylko korzystanie z rzeczy, lecz również pobieranie z niej pożytków.

Pojęcie pożytków jest również w prawie zdefiniowane.

Są to:

  • płody rzeczy i inne odłączone od niej części składowe, o ile według zasad prawidłowej gospodarki stanowią normalny dochód z rzeczy (są to tzw. pożytki naturalne), mogą być to np. warzywa, zboże, owoce.
  • dochody, które rzecz przynosi na podstawie stosunku prawnego (są to tzw. pożytki cywilne), np. w sytuacji gdy nieruchomość jest oddawana celem dalszego oddania do odpłatnego korzystania (np. w podnajem za czynsz) osobie trzeciej.

Czyli, żeby ocenić czy mamy do czynienia w konkretnym przypadku z umową najmu, czy dzierżawy, należy się zastanowić nad tym czy przedmiot danej umowy może przynosić pożytki.

Co ciekawe, umowa dzierżawy jest na ogół rezerwowana – niezbyt prawidłowo – dla umów dot. nieruchomości (i to niezależnie od tego czy nieruchomość przynosi pożytki, czy też nie) oraz w stosunkach między przedsiębiorcami (i to niezależnie od tego, że status strony umowy nie ma dla jej nazwy żadnego znaczenia). Bo jeżeli przedsiębiorca chce odpłatnie i na własne potrzeby korzystać z określonego urządzenia (np. maszyny produkcyjnej), to zawrze umowę najmu, a nie umowę dzierżawy. Urządzenie jako takie nie przynosi bowiem pożytków naturalnych, a do generowania dochodów związanych z jego eksploatacją potrzebne są dodatkowe czynności (praca człowieka lub komputera) – dochód nie powstaje zatem „samoczynnie” tak, żeby mógłby być uznany za pożytek cywilny.

WYPOWIEDZENIE UMOWY

Dodatkowym skutkiem odpowiedniego zakwalifikowania danej umowy jest również ustawowy termin jej wypowiedzenia.

Jeżeli czas trwania najmu nie jest oznaczony, zarówno wynajmujący, jak i najemca mogą wypowiedzieć najem z zachowaniem terminów umownych, a w ich braku z zachowaniem następujących terminów ustawowych:

  • gdy czynsz jest płatny w odstępach czasu dłuższych niż miesiąc, najem można wypowiedzieć najpóźniej na trzy miesiące naprzód na koniec kwartału kalendarzowego,
  • gdy czynsz jest płatny miesięcznie — na miesiąc naprzód na koniec miesiąca kalendarzowego,
  • gdy czynsz jest płatny w krótszych odstępach czasu — na trzy dni naprzód; gdy najem jest dzienny — na jeden dzień naprzód.

Jeżeli czas trwania najmu jest oznaczony, zarówno wynajmujący, jak i najemca mogą wypowiedzieć najem w wypadkach określonych w umowie.

W przypadku dzierżawy – w braku innej umowy – dzierżawę gruntu rolnego można wypowiedzieć na jeden rok naprzód na koniec roku dzierżawnego, a inną dzierżawę — na sześć miesięcy przed upływem roku dzierżawnego. W pozostałych przypadkach np. dzierżawy nieruchomości (nie będącej gruntem rolnym) ustawa odwołuje się do regulacji dot. najmu.

ISTOTNE OGRANICZENIA

Do niedawna również w stosunkach między przedsiębiorcami umowa dzierżawy była dodatkowo bardziej popularna z uwagi na możliwość zawierania jej na długi czas oznaczony (np. do 30 lat). Umowy najmu mogły być zasadniczo zawierane na czas oznaczony jedynie do lat 10 (po ich upływie umowa traktowana była jako zawarta na czas nieoznaczony, co ułatwiało jej wypowiedzenie).

Tyle tylko, że już od 2008 r. przepisy o umowie najmu dają możliwość zawierania (choć jedynie przez przedsiębiorców) długich, tj. do 30 lat umów. Nie ma w tym zakresie zatem już istotnej różnicy.

Nie trzeba w tym miejscu dodawać, że w sektorze gospodarki morski i przemysłu jachtowego możliwość długotrwałego korzystania z rzeczy (zwłaszcza nieruchomości) jest często podstawowym warunkiem opłacalności prowadzenia działalności gospodarczej i zwrotu nakładów inwestycyjnych. Stabilność stosunku prawnego dotyczącego posiadanej nieruchomości jest dla każdego przedsiębiorcy podstawową kwestią, umożliwiającą racjonalne planowanie, rozwój przedsiębiorstwa oraz rzetelne wykonywanie zamówień dla coraz bardziej wymagających klientów.

Niestety, zwłaszcza na terenie portów i przystani morskich treść możliwość zawierania umów jest dodatkowo ograniczana przez obligatoryjną zgodę ministra właściwego do spraw gospodarki morskiej, udzielaną w drodze decyzji administracyjnej.

Pisałem o tym niedawno w tym miejscu.

Równolegle, często zdarza się, że umowy najmu (lub dzierżawy) przewidują stosunkowo krótkie okresy wypowiedzenia i to nawet przy umowach zawartych na czas określony.

Takie ograniczenia (zgoda ministra dla każdej umowy zawieranej na okres ponad 10 lat oraz krótkie okresy wypowiedzenia tych umów) to w mojej ocenie skuteczne przeszkody rozwoju przedsiębiorczości na portowych terenach…

Może udałoby się to wreszcie zmienić…

Mimo wszystko, pozdrawiam Ciebie serdecznie 🙂

 

 

Przy okazji dzisiejszych czynności notarialnych (zakładaliśmy kolejną spółkę komandytową ze spółką z o.o. jako komplementariuszem), wymieniliśmy z notariuszem kilka zdań na temat aktualnej praktyki rozporządzania gruntami w portach morskich.

Nie każdy wie, ale gospodarka takimi gruntami jest mocno ograniczona.

Jeżeli chciałbyś nabyć prawo własności lub prawo użytkowania wieczystego gruntu, który stanowi własność Skarbu Państwa, Gminy albo np. Zarządu Portu Szczecin-Świnoujście, to będziesz potrzebował zgody ministra właściwego do spraw gospodarki morskiej.

Zgoda jest udzielana w drodze decyzji administracyjnej.

To jednak nie wszystko…

Okazuje się, że takiej zgody wymaga również oddanie w użytkowanie, dzierżawę, najem albo na podstawie innej umowy uprawniającej do korzystania lub pobierania pożytków przez okres powyżej 10 lat.

Takie obostrzenie, pomimo wątpliwości językowych, dotyczy to również np. ustanowienia służebności (która polega przecież na możliwości korzystania w określonym zakresie z tzw. nieruchomości obciążonej przez każdoczesnego właściciela nieruchomości władnącej).

Oznacza to, że np. do skutecznego zawarcia umowy przenoszącej własność lub ustanowienia służebności gruntowej na terenie portu morskiego zawsze będzie potrzebował dodatkowo ostatecznej decyzji (aktualnie – Ministra Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej).

Świadomość takiego warunku jest niezbędna, bo uzyskanie decyzji – zgodnie z procedurą administracyjną – może trochę potrwać i często skutecznie przedłuża np. cały proces inwestycyjny lub zmiany właścicielskie.

Jeżeli planujesz zatem funkcjonowanie na terenach portów i przystaniach morskich, pamiętaj o koniecznych decyzjach ministra 🙂

Pozdrawiam Ciebie serdecznie, w ten już wiosenny dzień…

 

Przypomniała mi się ostatnio taka oto historia:

W sobotni letni wieczór, w jednej z trójmiejskich marin kończyliśmy klarowanie jachtu po całodziennych zmaganiach w regatach meczowych, myśląc już trochę o krótkiej odprawie i zasłużonym zimnym piwie.

Poczułem nagle w kieszeni charakterystyczną wibrację dzwoniącego telefonu.

Spojrzałem, kto dzwoni.

Aha… kolega, coś się dzieje…

Halo – pytam trochę zdziwiony, bo rozmawialiśmy parę dni temu.

Hej, mam problem – zaczął i już od początku słychać było, że to nie jest jego dzień – siedzę sobie na Bulwarach, pijąc spokojnie małego browara; na około spory ruch, wiesz jak to latem w Szczecinie, dużo młodzieży. Nagle dwóch strażników miejskich zaczyna spisywać spożywających alkohol, bo to miejsce publiczne. Jakie miejsce publiczne pytam? skoro siedzę sobie grzecznie nad rzeką, a zakaz spożywania alkoholi dotyczy jedynie ulic. Na nic wyjaśnienia. Dyskusja krótka: „Podpisuje Pan przyjęcie mandatu, albo składamy wniosek do sądu!”. Co robić? Stary ratuj! – głos kolegi był naprawdę przejmujący.

No, to spokojnie, zimne piwko chwilę poczeka – pomyślałem.

A następnie, po ustaleniu konkretnego miejsca spożywania alkoholu, poradziłem… przyjęcie mandatu.

W ostatnim czasie w mediach mocno omawiany był temat jednego z orzeczeń Sądu Najwyższego w sprawie dotyczącej karalności spożywania alkoholu na bulwarze nad Wisłą.

Tytuły poszczególnych publikacji mówiły same za siebie, przykładowo: „Sąd Najwyższy: piwo na bulwarze legalne” lub „Piwo nad Wisłą legalne. Tak zadecydował Sąd Najwyższy„.

Portale społecznościowe pełne były również postów zadowolonych użytkowników.

A jako, że sprawa dotyczy bliskich mi aspektów (mam na myśli oczywiście wodę i port 🙂 ), przyjrzałem się treści orzeczenia Sądu oraz ponownie – regulacjom obowiązującym w Szczecinie.

Pełną treść postanowienia Sądu Najwyższego z dnia 19.01.2017 r. (sygn. akt I KZP 14/16) możesz znaleźć tutaj.

I co się okazuje?

W mojej ocenie zmiany nie są duże.

Sąd Najwyższy, co ma znaczenie, odmówił wydania uchwały w sprawie przedstawionego zagadnienia prawnego, uznając je przede wszystkim za przedwczesne. Zaakcentował bowiem konieczność bardziej szczegółowego zbadania stanu faktycznego oraz przeprowadzenia bardziej wnikliwych rozważań prawnych przez sądy niższych instancji.

Równolegle, choć niejako na marginesie, Sąd Najwyższy zwrócił uwagę na pojawiające się problemy w interpretacji pojęcia „ulica”, uznając że jego definicja powinna być oparta przede wszystkim na ustawie o drogach publicznych. W konsekwencji – w ocenie Sądu Najwyższego – „ulicą” nie jest „bulwar”, definiowany jako pas terenu (choćby był oznaczony nazwą), stanowiący umocnione nabrzeże i obszar bezpośrednio do niego przylegający, mogący służyć do ruchu pieszych lub rowerów, ale nieposiadający jezdni.

Przenosząc tę definicję „na grunt bulwarów szczecińskich” miałbym już wątpliwości, bo duża część z nich posiada dodatkowo jezdnię (np. ul. Jana z Kolna u stóp Wałów Chrobrego). A zatem – może być traktowana jako ulica w rozumieniu ustawy o wychowaniu w trzeźwości.

W każdej jednak sprawie istotą jest właśnie zindywidualizowane badanie, czy miejsce, w którym dochodzi do spożywania alkoholu objęte jest zakazem wynikającym z art. 14 ust. 1-5 ustawy o wychowaniu w trzeźwości lub zakazem określonym w uchwale rady danej gminy,wydanej na podstawie art. 14 ust. 6 tej ustawy.

A zatem jeżeli nawet uznamy, że bulwar nie jest ulicą (w rozumieniu art. 14 ust. 2 a ustawy), to powinniśmy przeanalizować tzw. akty prawa miejscowego, czyli uchwały Rady Gminy.

W Szczecinie jest ich kilka. Podstawowa uchwała to ta z 2008 r. Kolejne uchwały (z lipca 2014 r. oraz z  września 2014 r.) uzupełniają zakres jej zastosowania.

Istotna jest preambuła Uchwały z 2008 r. Przepisy zostały bowiem uchwalone „w celu stworzenia rodzicom lub opiekunom lepszych warunków do przygotowania dzieci i młodzieży do życia w trzeźwości, do wychowywania ich w otoczeniu wolnym od negatywnych zachowań często wynikających ze spożywania napojów alkoholowych w miejscu ich zamieszkania, wypoczynku i zabawy, a także celem zapewnienia mieszkańcom spokoju, poczucia bezpieczeństwa i porządku w miejscu zamieszkania i wypoczynku„.

Uchwała wprowadza stały zakaz spożywania napojów alkoholowych m.in. na skwerach służących mieszkańcom do wypoczynku i rekreacji, a także na terenach kąpielisk, plaż i kompleksów rekreacyjnych, poza wydzielonymi na ten cel lokalami, stanowiącymi punkty sprzedaży napojów alkoholowych przeznaczonych do spożycia w miejscu sprzedaży.

W świetle tych przepisów uważam zatem, że zdecydowana większość bulwarów szczecińskich (o ile nie będą „ulicą” w ww. rozumieniu), może być traktowana co najmniej jako skwer służący mieszkańcom do wypoczynku i rekreacji albo po prostu jako kompleks rekreacyjny.

Choć w każdym spornym przypadku decydujące znaczenie będzie miała ocena właściwości konkretnego miejsce spożycia.

Tak więc, niestety trudno jest spożyć małe piwo na szczecińskich bulwarach poza wyznaczonymi lokalami, nie narażając się na odpowiedzialność za wykroczenie…

Niewiele się zatem zmieniło od letniego sobotniego wieczoru z historii na wstępie.