
Wyobraź sobie prostą scenę. Kończysz ostatni odcinek serialu Netflix „Heweliusz” . W głowie zostaje obraz nieuczciwego i nierzetelnego procesu morskiego.
Pojawia się naturalne pytanie: czy tak to w Polsce wygląda i kto naprawdę porządnie rozstrzyga sprawy wypadków morskich?
Choćby co do zdarzenia z 19 sierpnia 1982 r., którego widać na archiwalnym zdjęciu powyżej. „Jan Heweliusz” podczas wyładunku wagonów, przechylił się i osiadł na dnie przy nabrzeżu w Ystad, opierając się lewą burtą o keję.
Bo równolegle do serialowych emocji toczy się realna dyskusja o zmianach dotyczących:
- rejestru okrętowego,
- zadań Państwowej Komisji Badania Wypadków Morskich (PKBWM),
- przenikających się kompetencji poszczególnych organów administracji morskiej,
- sensu utrzymywania Izb Morskich.
„Heweliusz” – co zostaje w głowie, a jak jest w praktyce
Wracając do serialu – może zostawić wrażenie, że na sali rządzi narracja, emocje i skróty.
Tymczasem w realnym świecie Izb Morskich procedura jest ustawowa: ma reguły, kolejność czynności, protokoły, możliwość wyłączenia sędziego lub ławników (np. w przypadku konfliktu interesów). I na pewno to nie jest jednostronny teatr, ale rzetelnie opracowane postępowanie.
Jeśli chcesz zobaczyć, gdzie serial upraszcza albo rozmija się z realiami, zerknij do naszej analizy na GospodarkaMorska.pl: „Heweliusz Netflixa: prawnicza ocena rzetelności serialowego procesu”.
Czym są Izby Morskie
Izby Morskie to wyspecjalizowane organy „quasi-sądowe” do spraw morskich.
Działają na podstawie ustawy o izbach morskich.
W praktyce Izby „obsługują” dwie duże półki tematów:
1) wypadki morskie
- czyli postępowania, w których ustala się przebieg zdarzenia, ocenia zachowania osób pełniących funkcje i porządkuje materiał dowodowy;
2) rejestr okrętowy
- rejestr okrętowy i sprawy „okołorejestrowe” są ważne dla pewności obrotu w gospodarce morskiej: transakcji, zabezpieczeń, formalności.
Dlaczego temat likwidacji Izb wrócił ponownie
W dyskusji przewijają się ponownie dwa „motory” zmian.
Motor 1: rejestr okrętowy i digitalizacja
Pojawia się koncepcja, żeby rejestr (i część spraw formalnych) przenieść do modelu bardziej administracyjnego i cyfrowego.
Motor 2: PKBWM i badanie wypadków
Podobne kompetencje (na pierwszy rzut oka) ma PKBWM. Pisałem o niej szerzej tutaj: Państwowa Komisja Badania Wypadków Morskich.
PKBWM działa w logice bezpieczeństwa: celem postępowania jest ustalenie przyczyn i sformułowanie zaleceń na przyszłość (w formie odpowiedniego raportu). To inna logika niż ustalenie winy sprawcy i wymierzenie kary.
I tu zaczyna się najważniejsze pytanie: co zrobimy z elementem, który dziś (w praktyce i w odbiorze branży) kojarzy się z Izbami, czyli z rozstrzyganiem kwestii o konsekwencjach prawnych i zawodowych?
Ten wątek jeszcze szerzej opisaliśmy tutaj (GospodarkaMorska.pl): „Izby Morskie na rozdrożu: rejestr do urzędów, wypadki do komisji, a ‘morski sąd’ do historii?”
Likwidacja Izb Morskich — argumenty „za” i „przeciw”
Poniżej zestawiam argumenty „wprost”.
Argumenty ZA likwidacją (albo bardzo głęboką redukcją)
- koszty vs skala
– jeżeli spraw jest mało, utrzymywanie całej instytucji może wyglądać na nieproporcjonalne. - uproszczenie rejestru
– przeniesienie rejestru do administracji i elektronizacja mogą przyspieszyć obieg dokumentów. - „jedno okno” w administracji
– dla branżowych podmiotów łatwiej działać w trybie urzędowym, z jasnymi formularzami i terminami. - mniej instytucji równolegle
– skoro PKBWM bada wypadki w logice bezpieczeństwa, część osób uznaje, że „dublowanie” nie ma sensu, a rejestr okrętowy można przenieść do Urzędu Morskiego (trochę na wzór rejestru jachtowego w systemie REJA24).
Argumenty PRZECIW likwidacji
- Utrata specjalizacji
Sprawy morskie są techniczne i mocno wyspecjalizowane. Jeżeli ciężar przejdzie do nieprzygotowanych pod tym kątem organów ścigania i sądów powszechnych, wzrośnie rola opinii biegłych, wzrosną koszty dowodów i czasie postępowań. - Luka w odpowiedzialności zawodowej
PKBWM działa w innym celu niż ocenianie odpowiedzialności. Jeśli Izby znikną, trzeba zaprojektować, kto i jak będzie rozstrzygał kwestie „standardów zawodu” i konsekwencji zawodowych (prokuratorzy i sędziowie nie będą mieli wystarczających kompetencji, żeby to rozstrzygać). - Chaos kompetencyjny
Samo „zlikwidujemy” nie rozwiązuje problemu. Musi powstać spójna mapa: kto i co robi, w jakiej procedurze, z jakim trybem odwoławczym. - Dotychczasowa sprawność i pewność rejestru okrętowego
Rejestr działa w miarę sprawnie (choć doświadczenia mam głównie ze Szczecina). Rejestracji nie ma zbyt dużo i nie stanowią one problemu. W przypadku planu ich rzeczywistego skalowania (np. na skutek wprowadzenie pakietu regulacji, który ma uatrakcyjnić polską banderę dla jednostek komercyjnych), wystarczy wdrożyć digitalizację i usprawnić niektóre zapisy proceduralne (pozostawiając rejestr w samych Izbach). - Efekt uboczny
Mylenie popkultury z rzeczywistością. Serial daje rozpoznawalność, ale też skróty. To utrudnia spokojną, techniczną rozmowę o reformie.
Co jeśli Izby miałyby zniknąć
Jeśli ustawodawca faktycznie pójdzie w kierunku likwidacji (albo radykalnego ograniczenia), to bez tych odpowiedzi system będzie kulał:
- Kto przejmuje element odpowiedzialności zawodowej?
Nie chodzi o „karanie dla zasady”. Chodzi o standardy i bezpieczeństwo żeglugi. - Jaka będzie procedura dowodowa po wypadkach?
Kto zbiera materiał, kto go porządkuje, jak wygląda udział stron, jaki jest tryb odwoławczy? - Jak uniknąć dziury między raportem bezpieczeństwa a sporem o odpowiedzialność?
Raport bezpieczeństwa i spór prawny to nie to samo. System musi przewidywać oba poziomy. - Co z ciągłością spraw i archiwów?
Reforma musi mieć plan przejściowy — bez „wywracania stołu” w trakcie.
Kontynuacja działania Izb Morskich
Osobiście uważam, że w tym przypadku zamiast rewolucji warto postawić na przemyślaną i dobrze zaplanowaną ewolucję.
Rejestr okrętowy można zdigitalizować, uprościć proceduralnie i przygotować na nową „białą czerwoną” banderę. Nie ma potrzeby przesuwania tutaj kompetencji wymiaru sprawiedliwości (cywilne postępowanie rejestrowe) do organów administracji.
Da się też doprecyzować relację Izb z PKBWM, tak aby raporty bezpieczeństwa wspierały praktykę, a nie tworzyły luki w odpowiedzialności, a zainteresowane podmioty mogłyby korzystać również systemu Izb Morskich (można rozważać powrót działania Izb nie tylko na wniosek, ale i z urzędu).
Branża morska potrzebuje specjalizacji, przewidywalnej procedury i miejsca, które rozumie technikę żeglugi.
Izby Morskie to zapewniają i powinny działać dalej.
Wzmocnijmy je dobrymi narzędziami i lepszymi przepisami, zamiast je wygaszać.
Pozdrawiam,
Patryk Zbroja
adwokat
***
Spór o Bayesian – kiedy stocznia pozywa właścicieli jachtu
Zatonięcie superjachtu Bayesian z sierpnia 2024 r. była tragedią ludzką.
Dziś staje się także jednym z najciekawszych sporów sądowych z zakresu prawa jachtowego, odpowiedzialności armatora, załogi i – pośrednio – samej stoczni.
Sprawa przyciąga uwagę nie tylko skalą roszczeń (790 mln USD), lecz przede wszystkim nietypową rolą stoczni, która pozywa właściciela i załogę jednostki, twierdząc, że to ich działania zniszczyły reputację stoczniowej marki [Czytaj dalej…]








{ 2 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }
To fakt, że w serialu Netflixa, skądinąd bardzo ciekawym, rzeczywistość narracyjna różni się od tego, co miało miejsce w rzeczywistości. Filmowe postępowanie przed Izbą Morską nie miało cech rzetelności, podczas kiedy było inaczej. Rozmawiałem ostatnio z osobą, która wpierała armatora poprawie wizerunku po katastrofie i miała dostęp do wszystkich dokumentów oraz osób, które brały udział w tamtych wydarzeniach.
Pozdrowienia Panie Mecenasie!
Rafał Chmielewski
⛵️🏝️🔆
Hej, Rafale! Fabuła filmowa zawsze rządzi się swoimi prawami. Choć warto pamiętać, o czym piszesz, że rzeczywistość może wygląda nieco inaczej. A już na pewno nie można opierać argumentacji o nierzetelnych lub niepotrzebnych Izbach Morskich o emocje serialowe 😉 Pozdrawiam!