Patryk Zbroja

adwokat

Kancelarię adwokacką prowadzi w Szczecinie. Specjalizuje się w prawie cywilnym i gospodarczym, w tym związanym z prawem morskim.
[Więcej >>>]

Bez wątpienia, każdy przedsiębiorca jest w stanie sobie wyobrazić lub wręcz przypomnieć własne problemy związane z wadliwym wykonaniem realizowanego kontraktu i czasami bardzo poważne konsekwencje z z tego wynikające.

Przykład 1:

Wykonawca przyjął niewielkie zadanie roztoczenia jednego łożyska w bloku silnika o wartości 2000 PLN. Robota została rzetelnie wykonana pod czujnym okiem przedstawiciela zamawiającego. Jednak silnik po kilkunastu godzinach pracy ulega awarii, a statek przerywa rejs i zmuszony jest do nieplanowanego zacumowania w niemieckim porcie. Zamawiający zleca naprawę lokalnej stoczni i – niezależnie od rzeczywistej przyczyny awarii – obciąża wykonawcę odszkodowaniem za naprawę i przestój jednostki w łącznej kwocie ponad 200.000 PLN.

Przykład 2:

Wykonawca kładzie powłokę malarską na elemencie offshorowym. Wartość kontraktu to ok. 100.000 PLN, choć po odliczeniu kosztów materiału i pracowników, dochód wykonawcy nie jest wyższy niż 15 % zawartej umowy. Po kilku miesiącach zamawiający pisze mejla, że z niewiadomych przyczyn farba miejscowo zaczyna się łuszczyć lub odpadać i pyta, czy wykonawca ma brygadę na otwarte morze, żeby to naprawić, bo jak nie to on wyśle inną ekipę i obciąży wykonawcę kosztami.

Jak uchronić się przed takimi sytuacjami?

Przede wszystkim, jak skutecznie ograniczyć odpowiedzialność wykonawcy związaną z ryzykiem niewykonania lub nienależytego wykonania umowy lub dochodzenia nie zawsze słusznych roszczeń ze strony zamawiającego? Zwłaszcza w umowach stoczniowych.

Warto rozpocząć od tego, że w relacjach między przedsiębiorcami gospodarki morskiej występują zasadniczo albo pojedyncze zlecenia (nierzadko mające charakter ustnego, drobnego zamówienia jakiejś usługi, ewentualnie w formie elektronicznej), albo pojedyncze pisemne umowy (nieco bardziej rozbudowane i dotyczące na ogół poważniejszych zamówień). Nierzadko umowy te poprzedzane są porozumieniami o zachowaniu poufności (tzw. umowami NDA – Non Disclosure Agreement).

W stałych kontaktach gospodarczych oraz w przypadku zamówień realizowanych dla większych podmiotów występują również umowy ramowe lub Ogólne Warunki Umów, które konkretyzowane są następnie indywidualnymi zleceniami (które się do tych umów ramowych lub OWU odwołują).

Wzajemne prawa i obowiązki oraz odpowiedzialność stron takich umów jest przede wszystkim określana w treści podpisanych dokumentów. Ogólne reguły prawa (np. kodeksu cywilnego) znajdują zastosowanie jedynie uzupełniające, na ogół wtedy kiedy strony danej kwestii same w umowie nie uregulują.

Treść umowy (niezależnie od formy jej zawarcia, czyli niezależnie czy została zawarta ustnie, przez telefon, za pośrednictwem e-maila lub faxu, czy też w tradycyjnej pisemnej wersji) ma zatem dla ograniczenia odpowiedzialności i ryzyka obu stron szczególne znaczenie.

A zatem bardzo ważne jest, aby strony wiedziały „na co się godzą”, a w przyszłości – zwłaszcza w przypadku ewentualnego sporu – były w stanie to wykazać.

W praktyce gospodarczej jedna ze stron (na ogół zamawiający, czyli „ten większy”) wykorzystuje często swoją uprzywilejowaną sytuację organizacyjną i finansową, narzucając szereg zapisów w sposób dość jednostronny i arbitralny.

Co wtedy może robić wykonawca?

Są trzy podstawowe reakcje:

  • przyjęcie oferty wraz z projektem umowy zaproponowanym przez drugą stronę – jest to rozwiązanie proste, zmierzające do przyjęcia i wykonania zobowiązania; nacechowane jednak dużym niebezpieczeństwem i znacznym ryzykiem (w przypadku naruszenia postanowień umowy, która jest sformułowana na korzyść drugiej strony);
  • rezygnacja z umowy – rozwiązanie banalne i proste, niegenerujące dodatkowego ryzyka związanego z nienależytym wykonaniem umowy; wymaga jednak dokładnego rozpoznania zamówienia, jego zakresu, swoich możliwości (organizacyjnych, czasowych i finansowych), a także słabych i mocnych punktów umowy (również pod kątem aktualnej sytuacji i ujemnych konsekwencji braku przyjęcia zamówienia w konkretnym przypadku);
  • podjęcie rozmów negocjacyjnych – rozwiązanie najtrudniejsze, wymagające dodatkowego nakładu pracy w okresie kontraktowania, ale dające możliwość przyjęcia i realizacji umowy ze stosunkowym ograniczeniem konsekwencji ryzyka jej nienależytego wykonania w przyszłości.

Każde z powyższych zachowań ma swoje wady i zalety. Jednak w przypadku woli zawarcia umowy i przyjęcia kontraktu, najlepszym rozwiązaniem jest zawsze podjęcie rozmów negocjacyjnych i to nawet wtedy, gdy zamawiający korzysta z przygotowanych przez siebie OWU lub obszernego projektu umowy, który wydaje się być nienegocjowalny.

Co do samej umowy, warto pamiętać, żeby miała ona formę pisemną, a przy mniejszych zamówieniach, aby została potwierdzona chociaż w korespondencji e-mailowej, tak aby można było zrekonstruować prawa i obowiązki obu stron.

Umowa taka powinna określać co najmniej:

  1. dane zamawiającego;
  2. dane wykonawcy;
  3. wskazanie osób odpowiedzialnych za bieżący kontakt pomiędzy stronami, a także ich uprawnienia, co do przyjmowania poszczególnych prac lub zwiększania ich umówionego zakresu (w praktyce często dochodzi do nieporozumień na tym gruncie);
  4. szczegółowy zakres prac do wykonania, dobrze jest opisać potencjalne możliwości rozszerzenia zakresu oraz sposobu jego zatwierdzenia albo odmowy zamówienia;
  5. sposób wykonania niezbędnych projektów i dostarczenia odpowiednich materiałów (określenie kto jest za odpowiedzialny, czy zamawiający, czy wykonawca; jeżeli zamawiający, to warto pamiętać, aby wykonawca niezwłocznie zgłaszał wszelkie wątpliwości co do treści projektów, zastosowanych technologii czy jakości dostarczonych materiałów; będzie mógł się później uchylić od odpowiedzialności w przypadku ewentualnego sporu na tym gruncie);
  6. wysokość wynagrodzenia: na podstawie zestawienia planowanych prac i przewidywanych kosztów (wynagrodzenie kosztorysowe), albo z góry określając maksymalną kwotę wynagrodzenia za ustalony zakres prac (wynagrodzenie ryczałtowe);
  7. terminy płatności wynagrodzenia;
  8. termin rozpoczęcia i zakończenia remontu (oraz sposób odbioru, np. w oparciu o odpowiedni protokół);
  9. okres trwania gwarancji lub rękojmi udzielanej przez stocznię oraz zasady realizacji uprawnień zamawiającego (warto zwrócić uwagę na procedurę uznania odpowiedzialności lub klauzule ograniczające odpowiedzialność związaną z usuwaniem wad np. na pełnym morzu);
  10. sposób rozstrzygania ewentualnych sporów (najlepiej w drodze polubownych negocjacji, a następnie za pośrednictwem mediatora, w myśl zasady, że „najgorsza ugoda jest lepsza od najlepszego wyroku”).

W toku rozmów negocjacyjnych przed przyjęciem zamówienia (zwłaszcza przy bardziej rozbudowanych umowach oraz OWU) warto pamiętać dodatkowo o:

  1. karach umownych – zawsze warto negocjować ich wysokość, pilnować, aby były odpowiednie i proporcjonalne, dla obu stron umowy; warto wskazywać także górne zakresy łączenia kar umownych;
  2. ograniczeniu odpowiedzialności odszkodowawczej (ponad wartość zastrzeżonych kar umownych) do określonej kwotowo granicy lub procentu od wartości zamówienia;
  3. próbie zastrzeżenia braku możliwości dochodzenia utraconych korzyści lub tzw. szkód pośrednich związanych z jakąś awarią;
  4. warunkach posiadanych polis ubezpieczeniowych z OC przedsiębiorcy; warto dobrze się wczytać czy ubezpieczyciel obejmie ochroną każdy przypadek związany z niewykonaniem lub nienależytym wykonaniem umowy.

Oczywiście każda umowa może rządzić się swoimi własnymi prawami, ale dopiero po sporządzeniu i zastosowaniu takiej check-listy przedsiębiorca jest w stanie w miarę skutecznie ograniczyć ryzyko związane z nienależytym wykonaniem przyjętej przez siebie umowy.

Dobrze spisana umowa ma zatem podstawowe znaczenie.

I warto do każdego kontraktu dobrze się przygotować 🙂

 

Brałem ostatnio udział w bardzo ciekawym seminarium szkoleniowym  zorganizowanym po raz kolejny przez Zachodniopomorski Klaster Morski. Uczestniczyło w nim prawie 70 osób, przedstawicieli branży gospodarki morskiej głównie z Pomorza Zachodniego.

Byłem nawet jednym z prelegentów 🙂

Dyskutowano m.in. o zwycięskich 24 projektach firm stoczniowych, które otrzymały dofinansowanie z Unii Europejskiej w ramach konkursu Działanie 1.5 dla przemysłu stoczniowego. Omówiono zasady rozliczenia przyznanych w tym postępowaniu przez Urząd Marszałkowski dotacji, których wartości to ponad 30 mln PLN!

Odbyła się jednak przede wszystkim Debata Stoczniowa, dotycząca m.in. koncepcji budowy promów ro-pax, zielonej stoczni, Morskiego Funduszu Rozwoju. Zaprezentowana została również strategia Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej oraz Funduszu Rozwoju Spółek S.A. w zakresie działania Morskiej Stoczni Remontowej „Gryfia” i Stoczni Szczecińskiej sp. z o.o.

I tak prawdę mówiąc, to właśnie Debata Stoczniowa, a zwłaszcza kuluarowe, mniej oficjalne rozmowy pomiędzy przedstawicielami branży były najbardziej gorące, ale jednocześnie bardzo konstruktywne i rzeczowe.

To co z tym promem?

Oficjalna wersja chyba jest nadal taka, jak ta, którą można przeczytać na stronach Ministerstwa TUTAJ >>>

Dowiadujemy się zatem, że:

Sukcesem MGMiŻŚ w ramach realizacji projektu flagowego Batory jest rozpoczęcie budowy pierwszego z serii promów przeznaczonych dla polskiego armatora. MGMiŻŚ stale zapewnienia (powinno być raczej „zapewnia” przyp. mój) warunki sprzyjające budowie w polskich stoczniach promów pasażersko – samochodowych. Rozpoczęcie budowy promów stanowi widoczny efekt przyjęcia ustawy stoczniowej„.

A jak jest w rzeczywistości?

Krótko:

  • żadna budowa nie została rozpoczęta i to do dziś (marzec 2019 r);
  • w lipcu 2017 r. została położona uroczyście jedynie tzw. stępka, która do dnia dzisiejszego pozostaje nieruszona na jednej ze stoczniowych pochylni (trochę rdzewieje, czasem jest malowana); a uroczystość położenia stępki – jak się wydaje – miała na celu jedynie wzmocnić przekaz politycznego pijaru, nie ma jednak żadnego związku z faktycznymi pracami budowlanymi;
  • nie wiadomo, czy istnieje projekt budowy tego promu i nie za bardzo wiadomo, czy w ogóle rozpoczęto nad nim prace;
  • trudno zatem mówić o sukcesie Ministerstwa 😉 tym bardziej, że tak naprawdę prom powinna budować stocznia (na tym etapie tzw. stocznią wyznaczoną jest MSR Gryfia w Szczecinie), a drugą stroną umowy powinien być przyszły armator (czyli właściciel przyszłego promu, na tym etapie tzw. armatorem wyznaczonym jest Polska Żegluga Bałtycka, znana bardziej jako „Polferries”); armator jest zainteresowany budową wtedy, gdy widzi taką potrzebę rynkową (ta na pewno na razie istnieje) i o ile ma wystarczające środki finansowe, jeżeli ich nie ma – to koszty produkcji finansuje na ogół bank (w tym przypadku nie ma jednak wystarczająco precyzyjnej informacji na temat instytucji finansującej);
  • na tę chwilę brak jest jakichkolwiek informacji na temat szczegółów samej umowy o budowę promu oraz jej finansowania;
  • o ustawie stoczniowej pisałem kiedyś TUTAJ >>>. Kłopot w tym, że nie za bardzo znalazła ona zastosowanie. Przykładowo w województwie zachodniopomorskim chyba żadna ze stoczni nie korzysta z jej zapisów. Nie można zatem mówić o przykładzie jej stosowania, nie tylko z tego powodu, że prom po prostu nie jest budowany, ale i z tego, że ustawa po prostu ta nie funkcjonuje w praktyce.
  • w końcu stwierdzenie, że Ministerstwo stale zapewnia „warunki sprzyjające budowie w polskich stoczniach promów pasażersko-samochodowych” wydaje się w tych okolicznościach, delikatnie pisząc, pobożnym życzeniem.

Dla porządku tylko zwrócę uwagę, że ww. wpis na stronach Ministerstwa pochodzi ze stycznia 2018 r.

Cóż, w międzyczasie niewiele się w tej sprawie zmieniło…

Oficjalna wersja na dzisiaj jest taka, że dalej ten prom budujemy. Mało tego budować będziemy jeszcze ich całą serię!

Ocenę takiego przekazu pozostawiam Tobie…

Oczywiście, jeżeli ktoś miałby inne informacje na ten temat lub potrafi moją wiedzę uzupełnić, zapraszam do merytorycznej dyskusji! 🙂

 

Tak sobie jednak myślę, że nie mogę odebrać rządowi w tym akurat temacie woli politycznej. I to woli wzmocnienia polskiej gospodarki morskiej i przemysłu stoczniowego. Dużo o tym słyszę zarówno w mediach, jak i przy bardziej bezpośrednich okazjach, w czasie rozmów z przedstawicielami rządzących.

Wola, nawet najlepsza, to zdecydowanie za mało.

Trzeba do tego również czynu, dobrze przygotowanego i skutecznego.

Jak to czasem w żargonie prawniczym mówimy, że jest animus (zamiar), ale nie ma corpusu (ciała).

A typowym przykładem takiej niezbyt udanej polityki uprawianej od niemal 4 lat jest właśnie wspieranie przemysłu stoczniowego na terenie Pomorza Zachodniego za pomocą instrumentu w postaci historii o budowaniu promu, za wszelką cenę i bez dokładnej analizy rynkowych przesłanek. Promu, który miałby pokazać („otworzyć oczy niedowiarkom”), że branża stoczniowa się odradza, „powstaje z kolan”. Naturalnie – niezależnie od jej rzeczywistej kondycji, która, wbrew rządowej retoryce, od wielu lat się rozwija i jest całkiem niezła. Piszę jednak głównie o przedsiębiorstwach pozostających w prywatnych rękach, zarządzanych przez doświadczoną kadrę menadżerską o szerokich, międzynarodowych kontaktach i pełnej znajomości branży, której wynagrodzenia uzależnione są od wyników swojej pracy i która mniej mówi, a więcej działa…

 

Dalej powiem tak: zdecydowanie za dużo energii politycznej kumulowane jest w tworzeniu fikcji, która nie powinna mieć racji bytu w gospodarce wolnorynkowej, zwłaszcza działającej na ogólnoświatowym wymiarze przy bardzo silnej konkurencji.

Jak wiadomo, promy tego typu na Dalekim Wschodzie może wybudować przynajmniej o 30-40 % taniej, a zanim je wybudujemy to dobra koniunktura na ich wykorzystywanie może się skończyć.

Zdecydowanie bardziej przydatne byłoby przekierowanie chociaż niewielkiej części tego zapału w rozwiązywanie innych istotnych dla branży gospodarki morskiej wyzwań, do których należą (kolejność przypadkowa):

Brak rąk do pracy

Istniejący od kilku lat rynek pracownika i praktyczny zanik bezrobocia powodują, że z uwagi na brak rąk do pracy (na wszystkich poziomach zatrudnienia) spada wydajność, efektywność, jakość i terminowość wykonywania powierzanych zadań.  Procedura zatrudniania obcokrajowców jest długa i sformalizowana. Przepisy Kodeksu Pracy w zakresie zwalniania pracowników oraz czasu pracy są dla pracodawców mało elastyczne.

Kulejąca infrastruktura

W dalszym ciągu nie widać długoplanowej polityki inwestycyjnej (np. w regionie zachodniopomorski) oraz odpowiedzialnej strategi rozwoju gospodarki morskiej. Zauważalny jest np. postęp dotyczący prac związanych z pogłębieniem toru wodnego Szczecin-Świnoujście, czy tunelu pod Świną. Jednak w dalszym ciągu stan infrastruktury kolejowej jest słaby, o stanie śródlądowych dróg wodnych (pomimo ratyfikacji Konwencji AGN) nie wspominając. Przydałaby się pomoc w niezbędne wyposażanie portu (dźwig pływający, pogłębiarka).

Rozwojowi nie pomaga również brak lub ograniczony dostęp do suchych doków dla szczecińskich stoczni (co znacznie ograniczyło branżę remontu statków, a znaczna część firm utraciła część źródeł przychodów, a część zwiększa koszty poprzez szukanie doków w innych portach, w tym – niemieckich). Dla wielu podmiotów niejasne są także sygnały dotyczące możliwości korzystania z infrastruktury postoczniowej Szczecińskiego Parku Przemysłowego (aktualnie Stoczni Szczecińskiej sp. z o.o.), zwłaszcza w zakresie umów zawieranych z zastosowaniem krótkich terminów wypowiedzenia, polityki dzierżaw (np. komór do konserwacji), czy stale zwiększających się kosztów związanych z czynszami najmu i dzierżawy.

Niepewne prawo i podatki

Przedsiębiorcy nie nadążają za literą prawa. Istnieje prawna nadprodukcja, niejasność i pogłębiająca się niepewność (zwłaszcza w dziedzinie prawa podatkowego oraz obrotu nieruchomości).

Pomimo szeroko reklamowanej reformy sądownictwa, procesy sądowe są coraz dłuższe i coraz bardziej ryzykowane dla obu stron sporu (brakuje kompetentnych biegłych, którzy mogliby wspierać wiedzą i doświadczeniem sędziów).

Wątpliwości co do zakresu stosowania 0 % Vat’u lub opłat za użytkowanie wieczyste (od 0,3 do 3 %). Utrzymujące się ograniczone możliwości częściowego odpisywania z podatku nakładów inwestycyjnych.

Stosowanie nadal przez organy podatkowe zasady in dubio pro fisco – w razie wątpliwości rozstrzygamy na korzyść Skarbu Państwa, a nie podatnika.

Dodatkowe aspekty organizacyjne

Niejasna sytuacja ekonomiczna wiodących spółek skarbu państwa w regionie (ST3 Offshore sp. z o.o. MSR Gryfia, Stocznia Szczecińska sp. z o.o.) przenosi się na większe ryzyko zamówień przez zewnętrznych inwestorów i zamawiających, co nie sprzyja rozwojowi branży.

Nie istnieje nadal system gwarancji dla branży stoczniowej pozwalający na zaciąganie kredytów w komercyjnych bankach bez wymogu stosowania wysokich zabezpieczeń (np. na majątku stoczni).

W dalszym ciągu istnieje nie tylko obawa przed upolitycznieniem branży bez uwzględnienia zasad rynkowych, które w konsekwencji nie tworzy dobrego fundamentu rozwoju gospodarki morskiej.

To było także w telegraficznym skrócie 😉

Podsumowując, skończmy „budować” prom i uprawiać pijar polityczny, a zacznijmy racjonalnie wspierać polski przemysł stoczniowy!

 

Okres świąteczno-noworoczny i feryjne urlopy na pewno nie sprzyjają prawniczym rozterkom.

Zwłaszcza, jeżeli dotyczą one sprzedaży lub zakupu jachtu 🙂

Jestem jednak Tobie winny chociaż krótką informację o mojej ostatniej publikacji, która ukazała się na łamach żeglarskiego magazynu W Ślizgu.

Zaczyna się ona mniej więcej tak:

Ostatnio na pomoście zagadnął mnie znajomy żeglarz: „Słuchaj, Ty znasz się przecież na temacie! Jak wiesz sprzedaję swój jacht, bo mam na oku coś nowego. Mam kupca, ale ten mówi, że nie ma całej kasy na zakup i część chciałby mi wpłacić teraz, a część później. Jak się zabezpieczyć? Aha, a z tym nowym jachtem to się zastanawiam, czy wziąć go w leasing na firmę, tutaj też będą jakieś zabezpieczenia?”.

Tak oto nastąpił początek kilkunastominutowej pogawędki na temat zabezpieczenia sprzedaży jachtu, która w sumie miała charakter porady prawnej.

Chciałbyś lub chciałabyś poczytać więcej na ten temat? 🙂

Zapraszam zatem do lektury całego artykułu TUTAJ>>>

fot. Marta Dębska, źródło „W Ślizgu”

 

 

W listopadzie upłynął rok od otwarcia przyspieszonego postępowania układowego wobec przedsiębiorstwa ST3 Offshore sp. z o.o. z siedzibą w Szczecinie. Niestety, w dalszym ciągu nie zostało ono zakończone i nic nie zapowiada, aby nastąpiło to w najbliższym czasie…

Dla przypomnienia procedurę restrukturyzacyjną opisywałem już wcześniej TUTAJ>>>

Oczywistym założeniem, które przyświecało ustawodawcy przy wprowadzeniu przyspieszonego postępowania układowego wobec niewypłacalnego przedsiębiorcy, była na pewno jego szybkość. Zgodnie z ustawą, nadzorca sądowy sporządza oraz składa sędziemu-komisarzowi plan restrukturyzacyjny, spis wierzytelności oraz spis wierzytelności spornych już w terminie dwóch tygodni od dnia otwarcia takiego postępowania.

Natomiast niezwłocznie po złożeniu tych dokumentów sędzia-komisarz wyznacza termin zgromadzenia wierzycieli w celu głosowania nad układem.

„Niezwłocznie” to dość niedookreślone pojęcie, przez co w praktyce może wywoływać wątpliwości co do tego, w jakim terminie takie zgromadzenie powinno zostać zwołane. Utarło się, że chodzi o termin od 7 do 14 dni, ale wszystko zależy od okoliczności konkretnej sprawy.

O zasadach udziału i głosowania na zgromadzeniu wierzycieli pisałem już także wcześniej TUTAJ >>>

Niewątpliwie, przeszkodą do szybkiego i sprawnego przeprowadzenia postępowania restrukturyzacyjnego może być na pewno znaczna, a niekiedy bardzo duża liczba wierzycieli.

 

Głosowanie bez zgromadzenia wierzycieli

W przypadku, gdy odbycie zgromadzenia wierzycieli jest utrudnione,  sędzia komisarz może postanowić o przeprowadzeniu głosowania w innym trybie, w tym również z pominięciem zwoływania zgromadzenia wierzycieli.

Omawiana regulacja daje pełną możliwość odstąpienia od zgromadzenia wierzycieli i przeprowadzenia jedynie głosowania, które może odbyć się w dowolny sposób (również pisemnie).

Warunkiem koniecznym dla skorzystania z tejże możliwości jest znaczna liczba wierzycieli, która powoduje techniczne utrudnienia w odbyciu zgromadzenia wierzycieli.

Postanowienie w przedmiocie przeprowadzenia głosowania bez formalnego zwoływania zgromadzenia wierzycieli wydaje sędzia-komisarz na posiedzeniu niejawnym. Na postanowienie to przysługuje jednak zażalenie uczestnikom postępowania, którzy mogą zaskarżyć powyższą decyzje procesową w terminie tygodnia od jego obwieszczenia.

Ta regulacja zasługuje z pewnością na uznanie, albowiem daje szansę faktycznego szybkiego zakończenia postępowania restrukturyzacyjnego. Szkoda, że sądy jednak niezbyt często korzystają z przyznanego uprawnienia, co z kolei przekłada się na czas trwania postępowań restrukturyzacyjnych.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pierwsza rocznica restrukturyzacji

Odnosząc powyższe uwagi do postępowania restrukturyzacyjnego toczącego się wobec ST3 Offshore sp. z o.o., wskazać należy, że z pewnością jednym z czynników wpływających na to, że postępowanie trwa już ponad rok, jest właśnie znaczna ilość wierzycieli.

Przy czym, wśród przeszło 400 wierzycieli spółki, znajdują się nie tylko polscy, ale także zagraniczni przedsiębiorcy. Tak zupełnie na marginesie, nie wyobrażam sobie w ogóle komfortu warunków takiego zgromadzenia. Zwłaszcza zakładając, że każdy z wierzycieli byłby zainteresowany udziałem choćby jednoosobowo. O sytuacji, gdy w zgromadzeniu chcą wziąć udział np. dwaj członkowie zarządu i prawnik (w charakterze pełnomocnika), to już nawet nie ma co wspominać.

W tej sprawie właśnie pożądane byłoby rozważenie skorzystania z możliwości przeprowadzenia jedynie pisemnego głosowania i całkowite odpuszczenie zwoływania zgromadzenia wierzycieli.

Takim rozwiązaniem bez wątpienia zainteresowana byłaby większość wierzycieli. Wierzycieli, którzy przecież wykonali zlecone przez dłużnika zamówienia, wystawili z tego tytułu faktury. Faktury zostały zaksięgowane, podatki rozliczone, wierzyciele w dalszym ciągu nie otrzymali należnego im przychodu, a przymusowe dochodzenie usprawiedliwionych i uznanych przez dłużnika roszczeń blokowane jest – de facto – w majestacie prawa przez kolejny 13 miesiąc i to w sytuacji, gdy zadłużone przedsiębiorstwo dalej funkcjonuje.

Przystąpienie do głosowania z zaniechaniem zwoływania zgromadzenia w szybszy sposób prowadzić będzie do zakończenia postępowania, na które wierzyciele oczekują z niecierpliwością.

W przeciwnym razie, niezmiernie trudno jest dalej uzasadniać logikę i sens „przyspieszonego” postępowania restrukturyzacyjnego.

 

Zakończenie restrukturyzacji – i co dalej?

Przeanalizujmy jeszcze możliwe sposoby zakończenia przyspieszonego postępowania układowego i ich skutki – w szczególności z punktu widzenia wierzycieli.

W razie przyjęcia przez zgromadzenie wierzycieli układu podlega on zatwierdzeniu przez sąd restrukturyzacyjny, co następuje postanowieniem.

Z chwilą uprawomocnienia się postanowienia postępowanie restrukturyzacyjne zostaje zakończone, a fakt ten podlega obwieszczeniu. Od tego momentu prawa i obowiązki dłużnika w stosunku do jego wierzycieli są jakby określone na nowo. Układ wiąże tych wierzycieli, których wierzytelności według ustawy są objęte układem, chociażby nie zostały umieszczone w spisie wierzytelności.

Z dniem uprawomocnienia się postanowienia zatwierdzającego układ postępowania zabezpieczające i egzekucyjne prowadzone przeciwko dłużnikowi w celu zaspokojenia wierzytelności objętych układem ulegają umorzeniu z mocy prawa. A tytuły wykonawcze lub egzekucyjne, obejmujące wierzytelności objęte układem, tracą wykonalność.

Natomiast zawieszone postępowania zabezpieczające i egzekucyjne prowadzone przeciwko dłużnikowi w celu zaspokojenia wierzytelności nieobjętych układem mogą zostać podjęte na wniosek wierzyciela.

W przypadku, gdy dłużnik nie wywiązuje się z postanowień układu i go nie wykonuje sąd, na wniosek wierzyciela, nadzorcy wykonania układu albo innej osoby, która z mocy układu jest uprawniona do wykonania lub nadzorowania wykonania układu, uchyla układ. W następstwie tego dotychczasowi wierzyciele mogą dochodzić swych roszczeń w pierwotnej wysokości, a wypłacone na podstawie układu sumy zalicza się na poczet dochodzonych wierzytelności.

 

Brak porozumienia na linii dłużnik – wierzyciele

Nieprzyjęcie przez zgromadzenie wierzycieli układu powoduje obowiązkowe umorzenie postępowania. Na postanowienie sądu przysługuje zażalenie i co znamienne, zażalenie należy wnieść w nieprzekraczalnym terminie dwóch tygodni.

Brak zgody wierzycieli na przyjęcie układu, a w konsekwencji umorzenie przyspieszonego postępowania układowego, otwiera zarówno przed wierzycielami, jak i przed dłużnikiem wachlarz dodatkowych możliwości, które mają na celu odpowiednie wyegzekwowanie należności lub przywrócenia dłużnikowi zdolności do wykonywania zobowiązań.

Przede wszystkim wierzyciele uprawnieni są do wytoczenia odpowiednich pozwów i uzyskania tytułów egzekucyjnych na drodze sądowej. Bądź też, jeżeli posiadają już tytuły wykonawcze, skierowania sprawy do postępowania egzekucyjnego.

 

Powracając do kazusu ST3 Offshore sp. z o.o., niestety, ale wierzycielom nie pozostaje nic innego, jak oczekiwać bądź to na termin zwołania zgromadzenia wierzycieli, bądź też na informację o pominięciu zgromadzenia i przeprowadzenie wyłącznie głosowania nad układem.

Można mieć jedynie nadzieję, że postępowanie restrukturyzacyjne w tej sprawie rzeczywiście niedługo przyspieszy…

 

 

Użytkowanie wieczyste to specyficzne prawo.

Zdefiniować je można jako oddanie w użytkowanie nieruchomości gruntowej będącej własnością Skarbu Państwa, województwa, powiatu bądź gminy lub związku tych jednostek osobie fizycznej lub prawnej na czas określony w umowie (na ogół 99 lat).

Czyli tak nieco kolokwialnie – użytkowanie wieczyste, to coś pomiędzy prawem własności (gdy jesteś właścicielem nieruchomości) a np. użytkowaniem (czyli ograniczonym prawem rzeczowym, przy którym nie jesteś właścicielem nieruchomości, ale masz prawo do korzystania z niej).

Kiedyś funkcjonowało też podobne prawo – prawo własności czasowej, które w latach 70-tych ubiegłego wieku zostało właśnie przekształcone w użytkowanie wieczyste.

Założenie było wtedy takie, że wszystkie nieruchomości powinny być przecież własnością państwową, a a to państwo jedynie czasami dawało możliwość bardziej trwałego związania się z gruntem i to jedynie przez wskazany okres.

Kłopotów z tym prawem, zwłaszcza na etapie rozwoju gospodarki rynkowej jest co niemiara;  od skomplikowanych kwestii zasiedzenia, prawnego statusu obiektów (budynki są na ogół nieruchomościami odrębnymi od użytkowanego gruntu), czy statusu innych rzeczy (drzewo posadzone na gruncie oddanym w użytkowanie wieczyste może być rzeczą ruchomą – co brzmi co najmniej sztucznie), poprzez opodatkowanie (użytkownik wieczysty płaci osobną opłatę za użytkowanie, a osobno podatek za nieruchomości budynkowe wznoszące się na gruncie), aż po samą możliwość przekształcenia w prawo własności… UFFF!

Nie dziwi, że ustawodawca od jakiegoś czasu, choć z różnym skutkiem, próbuje się z tym tematem merytorycznie zmierzyć. Cel długookresowy jest taki, aby użytkowanie wieczyste całkowicie wycofać z polskiego porządku prawnego. A jednym z jego instrumentów jest tzw. uwłaszczenie, czyli zmiana prawa użytkowania wieczystego w prawo własności.

I o ile uwłaszczenie dotyczące gruntów oddanych na cele mieszkaniowe – nie budząc większych emocji – powoli postępuje, a dodatkowo ma zostać zdynamizowane od 1.01.2019 r. nową ustawą, tak jednak w części dotyczącej gruntów zajmowanych przez przedsiębiorców, na których prowadzona jest działalność gospodarcza w dalszym ciągu brak jest konkretnych i skutecznych rozwiązań zmierzających do likwidacji tego praw.

Niewątpliwie, przyczyną takiego stanu rzeczy jest – zgodny z zasadami państwa prawnego – brak możliwości ustawowej ingerencji w treść zawartych umów i ochrona praw nabytych jednostek samorządu terytorialnego (głównie gmin), które są właścicielami nieruchomości oddanych w użytkowaniu wieczystym.

Dodatkowo, w ocenie Trybunału Konstytucyjnego (wtedy jeszcze funkcjonującego) w wyroku z dnia 10.03.2015 r. (ws. o sygn. K 29/13), przepisy ustawy przewidujące taką możliwość  naruszają samodzielność jednostek samorządu terytorialnego, które – oddając nieruchomości w użytkowanie wieczyste – nie mogły spodziewać się, że drugiej stronie umowy zostanie przyznane później uprawnienie do jednostronnego zakończenia stosunku prawnego przez przekształcenie przysługującego jej prawa we własność. A to – w konsekwencji – narzuca gminom zasady rozporządzania nieruchomościami stanowiącymi ich własność, uniemożliwiając tym samym realizację racjonalnej gospodarki finansowej i przestrzennej.

Przedsiębiorcy są niestety w tym przypadku po prostu traktowani jako grupa, która uzyskałaby nieuzasadnione przywileje, kosztem gminnych budżetów.

Stąd aktualnie przedsiębiorcy nadal nie będą w stanie skutecznie ubiegać się o możliwość uwłaszczenia gruntów, na których prowadzą działalność gospodarczą. Możliwość taka – jednak pod pewnymi warunkami – pozostanie jedynie w przypadku gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe.

Szerzej, o najnowszej ustawie dot. przekształcenia użytkowania wieczystego w prawo własności możesz poczytać >>> TUTAJ.

Niestety, uwłaszczenie to, jak na razie, raczej nie będzie dla przedsiębiorców.