Patryk Zbroja

adwokat

Kancelarię adwokacką prowadzi w Szczecinie. Specjalizuje się w prawie cywilnym i gospodarczym, w tym związanym z prawem morskim.
[Więcej >>>]

Użytkowanie wieczyste to specyficzne prawo.

Zdefiniować je można jako oddanie w użytkowanie nieruchomości gruntowej będącej własnością Skarbu Państwa, województwa, powiatu bądź gminy lub związku tych jednostek osobie fizycznej lub prawnej na czas określony w umowie (na ogół 99 lat).

Czyli tak nieco kolokwialnie – użytkowanie wieczyste, to coś pomiędzy prawem własności (gdy jesteś właścicielem nieruchomości) a np. użytkowaniem (czyli ograniczonym prawem rzeczowym, przy którym nie jesteś właścicielem nieruchomości, ale masz prawo do korzystania z niej).

Kiedyś funkcjonowało też podobne prawo – prawo własności czasowej, które w latach 70-tych ubiegłego wieku zostało właśnie przekształcone w użytkowanie wieczyste.

Założenie było wtedy takie, że wszystkie nieruchomości powinny być przecież własnością państwową, a a to państwo jedynie czasami dawało możliwość bardziej trwałego związania się z gruntem i to jedynie przez wskazany okres.

Kłopotów z tym prawem, zwłaszcza na etapie rozwoju gospodarki rynkowej jest co niemiara;  od skomplikowanych kwestii zasiedzenia, prawnego statusu obiektów (budynki są na ogół nieruchomościami odrębnymi od użytkowanego gruntu), czy statusu innych rzeczy (drzewo posadzone na gruncie oddanym w użytkowanie wieczyste może być rzeczą ruchomą – co brzmi co najmniej sztucznie), poprzez opodatkowanie (użytkownik wieczysty płaci osobną opłatę za użytkowanie, a osobno podatek za nieruchomości budynkowe wznoszące się na gruncie), aż po samą możliwość przekształcenia w prawo własności… UFFF!

Nie dziwi, że ustawodawca od jakiegoś czasu, choć z różnym skutkiem, próbuje się z tym tematem merytorycznie zmierzyć. Cel długookresowy jest taki, aby użytkowanie wieczyste całkowicie wycofać z polskiego porządku prawnego. A jednym z jego instrumentów jest tzw. uwłaszczenie, czyli zmiana prawa użytkowania wieczystego w prawo własności.

I o ile uwłaszczenie dotyczące gruntów oddanych na cele mieszkaniowe – nie budząc większych emocji – powoli postępuje, a dodatkowo ma zostać zdynamizowane od 1.01.2019 r. nową ustawą, tak jednak w części dotyczącej gruntów zajmowanych przez przedsiębiorców, na których prowadzona jest działalność gospodarcza w dalszym ciągu brak jest konkretnych i skutecznych rozwiązań zmierzających do likwidacji tego praw.

Niewątpliwie, przyczyną takiego stanu rzeczy jest – zgodny z zasadami państwa prawnego – brak możliwości ustawowej ingerencji w treść zawartych umów i ochrona praw nabytych jednostek samorządu terytorialnego (głównie gmin), które są właścicielami nieruchomości oddanych w użytkowaniu wieczystym.

Dodatkowo, w ocenie Trybunału Konstytucyjnego (wtedy jeszcze funkcjonującego) w wyroku z dnia 10.03.2015 r. (ws. o sygn. K 29/13), przepisy ustawy przewidujące taką możliwość  naruszają samodzielność jednostek samorządu terytorialnego, które – oddając nieruchomości w użytkowanie wieczyste – nie mogły spodziewać się, że drugiej stronie umowy zostanie przyznane później uprawnienie do jednostronnego zakończenia stosunku prawnego przez przekształcenie przysługującego jej prawa we własność. A to – w konsekwencji – narzuca gminom zasady rozporządzania nieruchomościami stanowiącymi ich własność, uniemożliwiając tym samym realizację racjonalnej gospodarki finansowej i przestrzennej.

Przedsiębiorcy są niestety w tym przypadku po prostu traktowani jako grupa, która uzyskałaby nieuzasadnione przywileje, kosztem gminnych budżetów.

Stąd aktualnie przedsiębiorcy nadal nie będą w stanie skutecznie ubiegać się o możliwość uwłaszczenia gruntów, na których prowadzą działalność gospodarczą. Możliwość taka – jednak pod pewnymi warunkami – pozostanie jedynie w przypadku gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe.

Szerzej, o najnowszej ustawie dot. przekształcenia użytkowania wieczystego w prawo własności możesz poczytać >>> TUTAJ.

Niestety, uwłaszczenie to, jak na razie, raczej nie będzie dla przedsiębiorców.

Podsumowanie sezonu regatowego 2018!

Patryk Zbroja12 października 2018Komentarze (0)

Tym razem, piszę ponownie nieco bardziej osobiście 🙂

Kończymy sezon regatowy 2018, a październik to dobry czas na podsumowanie tegorocznych wyników.

W telegraficznym skrócie wyglądało to zatem tak:

1. Szczecin Match Race (Grade 2) – maj;

Ciekawe regaty na początek sezonu. Otwarcie bez wiatru na Odrze przy Wałach Chrobrego. Potem wiatr coraz silniejszy. W Round-Robin przegrywamy z E.Botticinim (ITA) w bliskim wyścigu. W ćwierćfinale wygrywamy z A.Leite (POR). W pófinale przegrywamy już 0:2 z Holendrami (J. van Beek), wygrywając jednak w dobrym stylu 2 kolejne mecze death-mecze i 3 decydujący. W finale z E. Botticinim jesteśmy już zdecydowanie silniejsi. Wygrywamy pierwszy mecz i z uwagi na awarię i upływ czasu, całe regaty, broniąc tytułu sprzed roku 🙂

2. Germany Match Race – Langenargen, GER (Grade 1) – maj;

Pierwszy raz na jachtach Bavaria 40, pierwszy raz w meczach z kołem sterowym, pierwszy raz w Langenargen nad Jez. Bodeńskim. Od początku nie szło, jachty ciężkie, trudne w rozpędzaniu, wiatru niewiele, walczymy głównie technicznie i z wyczuciem prędkości, no i 11 miejsce (ale przed J. van Beek’iem).

3. Świnoujście Match Race (Grade 2) – czerwiec;

Podwójna runda eliminacyjna w centrum Świnoujścia. Wymagające, niestabilne warunki, ale wygrywamy i w półfinale wybieramy HRM Racing Piotra Harasimowicza (z Ł. Wosińskim jako taktykiem). Akwen finałowy przeniesiony na morze i przy sporej fali tracimy jednak nagle dużo naszego flow, łącznie z banalnymi błędami (okrążanie górnego znaku lewą burtą). Przegrywamy 0:2, potem jeszcze wygrywamy jeden mecz, zdobywając kontaktowy punkt, ale w kolejnym wyścigu spora zmiana wiatru pozbawia nas szans na wygraną. Ostatecznie, dość niespodziewanie, 1:3. W małym finale przegrywamy znów 0:1 z Sz. Jabłkowskim, ale bierzemy się do roboty i ostatecznie 2:1 i trzecie miejsce dla nas.

4. Mistrzostwa Europy – Tallinn, EST (Grade 1) – sierpień

Nadzieje były spore, bo wydawało się, że BluSail24 przypominają nasze Tomy. Konkurencja bardzo silna i zmotywowana. Tymczasem u nas z formą średnio, a do tego jachty przy silniejszym wietrze zachowywały się bardziej jak Skippi. Ostatecznie płacimy bolesne frycowe i zdecydowanie poniżej oczekiwań zajmujemy 13 miejsce.

5. Sopot Match Race (Grade 1) – sierpień

Po ubiegłorocznym finale, apetyty duże. Ale myślami chyba jeszcze zostaliśmy przy regatach w Tallinnie (pkt 4). No i zaczynamy od niespodziewanej przegranej z sympatycznym F.Jacobsenem DEN. Potem pływamy w kratkę, ale ostatecznie po wygranych z Sz. Jabłkowskim i F.Escurat FRA wracamy do gry, kwalifikując się do rundy sail-off’ów. W ćwierćfinałach trafiamy jednak na załogę P.Tarnackiego, z którym walczymy do końca, ale nic nie wychodzi tak jak wyjść powinno. Konkurenci wyraźnie w gazie wygrywają 3:0, potem przechodzą przez półfinał z aktualnym Mistrzem Świata Juniorów E.Botticinim (ITA) i wygrywają w finale z aktualnym Mistrzem Europy z Tallinnu E. Monninem (SUI). My kończymy na 6 miejscu (po zaciętych meczach w King of the Castle wygrywając z Sz. Szymikiem i przegrywając bez wiatru z Ł. Wosińskim).

6. Oakcliff International Match Race (Grade 2) – wrzesień

Pierwszy wyjazd meczowy za Ocean. Nowy Jork, Long Island, znakomite jachty SM 40 (znowu koło sterowe, ale wszystko chodzi idealnie). Jachty podobają nam się bardzo. Poziom wyrównany, ale tylko my jesteśmy debiutantami. Mimo wszystko, początek bardzo dobry. Po pierwszym Round Robinie – 2 miejsce, po drugim spadamy na 4. W ćwierćfinale trafiamy na amerykańską legendę żeglarstwa regatowego D. Perrego i po dobrych, bliskich pojedynkach, pełnych klasycznego match-racingu przegrywamy 1:3. Dave dochodzi oczywiście do finału, gdzie przegrywa – po kilku niewymuszonych błędach – z Australijczykami 2:3 (szkoda, że nam nie dawał taki prezentów). Kończymy na 5 miejscu – tym razem pływanie wreszcie lepsze niż wynik.

7. Mistrzostwa Polski – Szczecin (Grade 2) – wrzesień

Tutaj trochę bardziej szczegółowo 😉 Wiadomo było, że łatwo nie będzie. Lista startowa najlepsza w historii (brakowało tylko K. Jabłońskiego), sami wielokrotni medaliści Mistrzostw Polski i bardzo doświadczone załogi, a do tego J.van Beek (HOL) oraz młodzi Szwedzi i Irlandczycy (wszyscy kiedyś notowani w pierwszej 30-tce światowego rankingu). Poziom zatem niezmiernie wyrównany i jak się okazało, każdy mógł wygrać z każdym. Z drugiej strony byliśmy głodni sukcesu i zmotywowani jak nigdy wcześniej. Ostatnim razem w Mistrzostwach Polski braliśmy udział w 2014 r., gdzie przegraliśmy półfinał z M.Stańczykiem i mały finał z R.Sawickim.

Zaczynamy rundą eliminacyjną przy silnym, ale zmiennym wietrze. Idzie w kratkę. Mecz otwarcia z dobrym prestartem prowadzimy z P.Tarnackim, wlepiamy mu karę, ale na ostatnim pełnym role się odwracają i przegrywamy minimalnie.

Kolejny wyścig z M.Stańczykiem. Rozgrywka przedstartowa pod kontrolą, ale przeciwnikom udaje się wykorzystać mocną zmianę wiatru i wyjechać przy pinie. Walczymy do końca, lecąc w ślizgu na ostatnim boku, ale brakuje paru metrów.

Trzeci wyścig z Sz.Jabłkowskim. Na starcie kara dla nas, prowadzimy, próbujemy wykręcić przed ostatnim pełnym, tracimy prowadzenie, ale lepsze postawienie spinakera i szybka rufa dają nam parę metrów na mecie. Uff. Pierwszy punkt.

Kolejne starcie – Sz.Szymik. Wyścig bliski. Kiedy wydaje się, że osiągamy lekką przewagę siadamy na mieliźnie. Wniosek o zadośćuczynienie nieskuteczny.

No i kończymy dzień z bilansem 1:3, jako… przedostatni w klasyfikacji.

Sobota zaczyna się jednak zdecydowanie lepiej. Wygrywamy z Ł.Wosińskim (dwie kary na starcie), który chyba wyraźnie odczuł skutki przegranej we wcześniejszym pojedynku z Sz.Szymikiem. Jak się okazało, te mecze zadecydowały właśnie o tym, że rundę kwalifikacyjną wygrał dość niespodziewanie (choć to ubiegłoroczny Wicemistrz Polski) Sz. Szymik i od razu wszedł do półfinału.

My do końca eliminacji żeglujemy już niemal bezbłędnie, wygrywając 3 kolejne mecze i pokonując m.in. załogę R.Sawickiego (Mistrza Polski 2017), który pomimo dużej determinacji nie zakwalifikował się do ćwierćfinału.

Ostatecznie do ćwierćfinałów wchodzą:

– Ł.Wosiński (poz. 2 po kwalifikacjach), który wybiera Sz.Jabłkowskiego (poz.7),

– P.Tarnacki (poz.3), który wybiera J.van Beeka (poz. 5),

– M.Stańczyk (poz.4), który trafia na nas (poz. 6).

I do samego wieczora trwają ostre zmagania. Sz. Jabłkowski wygrywa z Ł.Wosińskim 2:0, P.Tarnacki z J.van Beekiem 2:1, a my przegrywamy pierwszy mecz z M.Stańczykiem, powodując u niektórych kibiców zawał 😉 Jednak odbudowujemy się i zwyciężając kolejne dwa pojedynki, rewanżujemy się załodze Marka za przegrany półfinał sprzed 4 lat – przechodzimy do półfinału!

To był dobry dzień 🙂

W niedzielę, zgodnie z przewidywaniami Sz.Szymik wybiera jako przeciwnika Sz.Jabłkowskiego, a my trafiamy na załogę P.Tarnackiego (z którym przegraliśmy ostatnie 3 play-offy w Sopocie, w tym finał regat w 2017 r.). Zapowiadała się gra nerwów. Tym bardziej, że wiatr znacznie osłabł w stosunku do dwóch poprzednich dni. Ścigaliśmy się tym razem do 3 punktów.

Wszystkie wyścigi były bardzo bliskie i zacięte, ale po dwóch pierwszych prowadzimy 2:0. W trzecim dobrze rozgrywamy prestart, choć w ostatniej chwili Przemek urywa się nam startując nieco z przodu. Wygrywa ten wyścig i kolejny, doprowadzając do remisu. Jednak to my wygrywamy mecz o wszystko i kwalifikujemy się do półfinału, zapewniając sobie co najmniej srebrne medale Mistrzostw Polski, pierwsze oficjalne medale w match-racingu w ogóle!

W drugim pojedynku Sz.Szymik przegrywa ostatecznie z Sz.Jabłkowskim 2:3, a następnie mały finał z P.Tarnackim 0:2.

W finale spotykają się zatem dwie załogi najniżej rozstawione po rundzie kwalifikacyjnej. Mimo wszystko wiemy, że łatwo nie będzie. Wieje coraz słabiej, od lądu, warunki zaczynają być dość przypadkowe. W pełni skoncentrowani, podobnie jak w półfinale, wygrywamy 2 pierwsze wyścigi. W dwóch kolejnych brakuje nam kropki nad „i” i Szymon doprowadza do remisu 2:2.

Piąty, decydujący wyścig kontrolujemy jednak od startu do mety i zostajemy Mistrzami Polski 2018!!!

Cieszyliśmy się jak dzieci, co trochę widać na zdjęciach 🙂

 

Sezon kończymy w sposób, który wynagrodził nam nie tylko lata dotychczasowych startów w match-racingu, ale i przyniósł ogromną satysfakcję, także w perspektywie całego 2018 roku.

Warto wspomnieć o pewnym założeniu, które dokonaliśmy jeszcze przed planowaniem kalendarza na ten sezon. Po udanym, najlepszym w dotychczasowej karierze regatowej roku 2017 z góry wiedzieliśmy, że jego powtórzenie będzie niezwykle trudne. Wygraliśmy wtedy regaty w Wiedniu, dwukrotnie w Szczecinie, zajmowaliśmy 2 miejsce w Szczecinie, Kopenhadze i Sopocie, a także 2 miejsce w klasyfikacji łącznej Pucharu Europy i odnotowaliśmy awans na 10 miejsce w światowym rankingu World Sailing. W większości były to jednak regaty rangi Grade 3 (oprócz regat w Sopocie i naszej jednej wygranej w Szczecinie, które miały status Grade 2) na znanych nam jednostkach i akwenach (no, może poza rozgrzewkowymi regatami w Austrii).

Wiedzieliśmy też, że po 2017 r. definitywnie zmienił się nasz status. Niemal w każdej imprezie postrzegani byliśmy już jako załoga ze ścisłego grona faworytów, która powinna walczyć o zwycięstwo. Dodatkowo, niemal każdy przeciwnik, z którym się ścigaliśmy walczył z nami do upadłego z pełną motywacją i wolą zwycięstwa (zwłaszcza gdy był teoretycznie niżej notowany).

To wystarczająco duża dawka obciążeń dla dodatkowych treningów w ramach psychologii sportu, których wynik nigdy do końca nie jest przecież pewny.

Sezon 2018 zaplanowaliśmy w końcu tak, aby nadal budować swoje meczowe doświadczenie, poznawać nowe miejsce i nowe jednostki, osiągać dalsze kompetencje, pogłębiać wiedzę i budować naszą uniwersalność. Stąd decyzja o startach jedynie w silnie obsadzonych międzynarodowych imprezach (Grade 2 i Grade 1). Nowe, wymagające jednostki (Bavaria 40, BluSail24, SM 40, dodatkowo zdobyliśmy też pierwsze szlify na jachcie klasy TP52). Nowe miejsca na mapie światowego żeglarstwa (w tym flotowa – Giraglia Rolex Cup 2018 na Morzu Śródziemnym).

Podsumowując:

  • naszym celem było utrzymanie się w granicach pierwszej 10-tki światowego rankingu WorldSailing, tymczasem osiągnęliśmy w czerwcowym rankingu najwyższe 6 miejsce!
  • naszym celem była również walka w regatach mistrzowskich (ME i MP) i o ile regat w Tallinnie nie można zaliczyć do udanych (choć na pewno w ME w kolejnych latach jeszcze powalczymy), to Mistrzostwa Polski przyniosły nam wreszcie złoto i upragniony latami sukces!

To były niesamowite doświadczenia!

#TeamBAKISTA w sezonie 2018 startował w następującym składzie:

  • Marek Borkowski – cotrymer, pitman,
  • Łukasz Czaja – dziobowy,
  • Maciej Gonerko – trymer żagli przednich,
  • Damian Jaskólski – cotrymer, pitman,
  • Adam Laskowski – dziobowy
  • Marek Prokopiak – cotrymer, pitman,
  • Marcin Zubrzycki – dziobowy,
  • Krzysztof Żełudziewicz – trymer grota, pitman,

oraz ja, Patryk Zbroja, jako sternik.

Z tego miejsca chciałem podziękować całej załodze za ciężką i konstruktywną pracę we wszystkich regatach!

A ponadto:

Dziękujemy Wam wszystkim za wsparcie! Bardzo je odczuwaliśmy zarówno w tych chwilach radosnych, jak i w tych trudniejszych!

Dziękujemy naszym rodzinom, zwłaszcza tym najbliższym za wyrozumiałość przy realizacji naszych planów i celów, które sobie stawiamy!

Dziękujemy też naszym sponsorom i partnerom, a w szczególności:

  1. naszemu wieloletniemu sponsorowi Spółce HORYZONT; Horyzont sp. z o.o. to właściciel marki i sklepu żeglarskiego BAKISTA, z główną bazą w Szczecinie. Oferta sklepu, to kilkadziesiąt tysięcy produktów najlepszych światowych i polskich producentów, (w tym regatowa odzież włoskiej marki SLAM),  atrakcyjne cen i jedyny w swoim rodzaju katalog, który można zamawiać również w sieci (bakista.pl). Spółka jest również polskim przedstawicielem prestiżowych marek jachtów żaglowych Hanse, Dehler, Moody, a także jachtów motorowych: Bella Boats i Fjord.
  2. firmie Maler Martin AS (Marcinowi i Magdzie osobiście) za wsparcie naszych zmagań, bez których pomocy plany na ten sezon, a zwłaszcza wyjazd do Nowego Jorku nie byłby możliwy; Maler Martin AS to norweska spółka akcyjna założona w 2007 r. (www.malermartin.com). Zatrudnia profesjonalnych, wysoko wyszkolonych pracowników w branży budowlanej: (malarskiej, stolarsko-ciesielskiej,murarskiej, betonowej, kamieniarskiej oraz dekarskiej). Do zakresu usług firmy należą kompleksowe remonty i renowacje budynków, a także budowa nowych obiektów. Firma wykonuje prace na terenie całej Norwegii, a także i Szwecji, na rzecz osób prywatnych, firm a także jednostek samorządu terytorialnego. Najważniejszą dewizą dla firmy jest wysoka jakość dostarczonych usług oraz zadowoleni klienci 🙂
  3. firmie Enterprise Logistics (Maciej wie o co chodzi)- spółki transportowej z siedzibą w Stargardzie.

No cóż, trochę się rozpisałem, ale nie masz chyba wątpliwości, że żeglarstwo regatowe to po prostu moja pasja 🙂

Dziękuję za Twoją uwagę!

 

Wykorzystano fotografie autorstwa R. Hajduka dla PolishMatchTour

 

 

Czy można dalej zatrudniać pracowników na czas określony?

Czy taką umowę można powtórzyć?

Ile razy?

Czy umowa o pracę na czas określony może być rozwiązana? Jakie są terminy wypowiedzenia?

No i wreszcie, czy w listopadzie 2018 r. czeka nas zmiana kodeksu pracy?

To tylko niektóre z pytań, które stawiają w ostatnim czasie przedsiębiorcy.

Zapraszam do publikacji, w której staramy się odpowiedzieć na czym polega nowelizacji prawa pracy w tym temacie TUTAJ>>>

 

 

Dla prawnika skuteczny zarzut przedawnienia to wymarzona sytuacja procesowa!

Oczywiście wtedy gdy reprezentuje interesy pozwanego 😉

Wyobraź sobie, że kierujesz do sądu okręgowego pozew o zapłatę 200.000 PLN z odsetkami ustawowymi za opóźnienie oraz kosztami postępowania (co najmniej 5.000 zł tytułem opłaty sądowej plus ewentualne koszty zastępstwa prawnego, no załóżmy tę minimalną stawkę 5400 zł).

Wykonałeś dobrze swoją robotę, wystawiłeś fakturę, a zamawiający nie zapłacił Ci w terminie.

Początkowo zamawiający – zresztą Twój znajomy – tłumaczył się trudną sytuacją na rynku, że mu kontrahent nie zapłacił itp.

A w kolejnych latach unikał już po prostu z Tobą kontaktu, na mejle nie odpisywał, a telefonu nie odbierał.

No i miarka się przebrała.

Jesteś pewny swego!

Tymczasem na pierwszej rozprawie staje pełnomocnika pozwanego i z rozbrajającym uśmiechem na twarzy mówi: „stawiam zarzut przedawnienia roszczenia powoda!”.

Sąd zarzut uwzględnia i po 5 minutach oddala Twoje powództwo, zasądzając jeszcze dodatkowo od Ciebie na rzecz pozwanego kwotę 5400 zł tytułem kosztów zastępstwa procesowego i 17 zł tytułem opłaty skarbowej od pełnomocnictwa.

Tragedia!

Oczywiście znajomość terminów przedawnienia roszczeń oraz sposobów w jaki sposób do nich doprowadzać, albo w jaki sposób ich unikać, to podstawowy warsztat każdego dobrego prawnika 🙂

W tym miejscu zwrócą Twoją uwagę na to, że w dniu 9 lipca 2018 r. weszły w życie przepisy zmieniające dotychczasowe terminy przedawnienia roszczeń majątkowych i zasady ich obliczania.

Dla przedsiębiorców są to zmiany istotne, a ich nieznajomość może prowadzić do niepotrzebnych, jeśli nie fatalnych w skutkach, komplikacji.

 

Nowy sposób obliczania terminu przedawnienia

Podstawowy termin przedawnienia roszczeń z działalności gospodarczej nadal wynosi 3 lata.

Przyjrzyj się jednak nowemu sposobowi jego obliczania.

Do tej pory, jeżeli przedsiębiorca wskazał w fakturze termin zapłaty na dzień 15 lipca 2015 r., a kontrahent płatności nie dokonał, począwszy od dnia następnego tj. 16 lipca 2015 r. rozpoczynał się bieg terminu przedawnienia co oznaczało, że przy terminie trzyletnim roszczenie przedsiębiorcy przedawniało się 16 lipca 2018 r.

Po zmianie, zasada ta będzie miała zastosowanie wyłącznie do terminów przedawnienia krótszych niż dwuletnie. Takich terminów w przepisach nie ma zbyt wiele, dlatego warto przyswoić sobie nowe regulacje i zapamiętać, że aktualnie, w przypadku terminów przedawnienia 2 lata i więcej koniec terminu przedawnienia przypadać będzie zawsze na ostatni dzień danego roku.

Oznacza to, że w omawianym przykładzie, roszczenie przedsiębiorcy przedawni się 31 grudnia 2018 r., a nie 16 lipca 2018 r.

 

Krótsze terminy i sytuacja przedsiębiorcy przed sądem

Kolejna istotna zmiana – którą należy odbierać chyba jako korzystną z punktu widzenia przedsiębiorcy – to skrócenie terminu przedawnienia z 10 do 6 lat dla roszczeń przysługujących w stosunku do przedsiębiorcy osobom nieprowadzącym działalności gospodarczej.

Natomiast pozostając przy relacjach przedsiębiorca – konsument warto podkreślić istotną zmianę w zakresie skuteczności prowadzenia postępowania sądowego przez przedsiębiorcę w sytuacji upływu terminu przedawnienia.

W dotychczasowym stanie prawnym, sąd brał przedawnienie pod uwagę wyłącznie wówczas, gdy konsument wyraźnie podniósł zarzut przedawnienia. Aktualnie, nowelizacja przepisów nakłada na sąd obowiązek badania z urzędu czy roszczenie przedsiębiorcy uległo przedawnieniu. Jest to z pewnością ukłon w stronę konsumenta, którego pozycja w relacji z przedsiębiorcą po raz kolejny została uprzywilejowana.

Nie oznacza to jednak, że wystąpienie przez przedsiębiorcę z powództwem przeciwko konsumentowi po upływie terminu przedawnienia roszczenia zawsze skazane będzie na porażkę. Przepisy umożliwiają bowiem sądowi w wyjątkowych przypadkach, po rozważeniu interesów stron, nie uwzględnić upływu terminu przedawnienia roszczenia, jeżeli wymagają tego względy słuszności. Korzystając z uprawnienia, sąd powinien rozważyć długość terminu przedawnienia, długość okresu od upływu terminu przedawnienia do chwili dochodzenia roszczenia, charakter okoliczności, które spowodowały niedochodzenie roszczenia przez uprawnionego, w tym wpływ zachowania zobowiązanego na opóźnienie uprawnionego w dochodzeniu roszczenia.

Pamiętać należy jednocześnie, że w relacjach pomiędzy samymi przedsiębiorcami przedawnienie rozpatrywane będzie nadal wyłącznie w przypadku podniesienia w tym zakresie wyraźnego zarzutu, czyli tak jak w historii na wstępie.

Trzeba także dodać, że od 10 do 6 lat skrócono termin przedawnienia roszczeń stwierdzonych prawomocnym wyrokiem lub ugodą. To może mieć wpływ na prowadzone przez Ciebie postępowania egzekucyjne. Zwłaszcza w przypadku, gdy wcześniej egzekucja została umorzona np. z powodu bezskuteczności, a zamierzasz wszcząć ją po pewnym czasie, mając nadzieję, że kondycja finansowa Twojego dłużnika będzie już lepsza.

 

Jak liczyć terminy do roszczeń sprzed 9 lipca 2018 r.

I na koniec ważna informacja: do roszczeń powstałych przed dniem 9 lipca 2018 r., które na ten dzień – według dotychczasowych przepisów – nie uległy przedawnieniu, stosuje się przepisy o przedawnieniu w nowym brzmieniu.

Od tej zasady są oczywiście wyjątki – bieg nowego terminu przedawnienia rozpocznie się z dniem wejścia w życie ustawy, mimo że roszczenie jest wcześniejsze, jeśli według nowych przepisów termin jest krótszy niż po nowelizacji.

Inaczej także wygląda kwestia roszczeń konsumentów powstałych przed 9 lipca 2018 r. Jeżeli przed tym dniem nie uległy przedawnieniu, po wejściu w życie ustawy wciąż będzie miał do nich zastosowanie termin 10-letni, a nie 6-letni.

 

To tak w skrócie, najnowsze zmiany.

Naprawdę uważaj z tym przedawnieniem 🙂

 

 

Hipoteka morska – co to jest?

Patryk Zbroja17 września 2018Komentarze (0)

Pogoda za oknem jeszcze nie zbyt jesienna. Sprzyja odpoczynkowi nad wodą 🙂

Płynąłem ostatnio – tym razem dość przypadkowo – statkiem białej floty, gdzie spotkałem znajomego, który nie patrząc na weekendowy czas i rodzinny wypoczynek, musiał zadać „tylko jedno pytanie”…

Wyjątkowo nie chodziło o brzydki słowo na „K…” (czyli o Konstytucję RP, o której coraz głośniej), ale o tzw. wpis na hipotekę, i to „hipotekę statku” 🙂

Niby każdy instynktownie czuje, co to jest hipoteka.

Zdefiniować można ją chyba tak:

Ograniczone prawo rzeczowe na nieruchomości, na mocy którego wierzyciel może dochodzić zaspokojenia z nieruchomości bez względu na to, czyją stała się własnością i z pierwszeństwem przed właścicielami osobistymi właściciela nieruchomości.

Oczywiście w przypadku wpisu, nie mówimy o „wpisie na hipotekę”, a o „wpisie hipoteki do księgi wieczystej”.

Z hipoteką morską jest dość podobnie, choć definiowana jest jako „zastaw na statku”, który jest wpisany do rejestru okrętowego.

O wpisie i wykreśleniu statku z odpowiedniego rejestru, możesz poczytać TUTAJ >>>.

Do powstania hipoteki morskiej konieczny jest zatem na pewno wpis do rejestru okrętowego. A stosuje się do niej odpowiednio przepisy o „zwykłej” hipotece.  I to pomimo tego, że hipoteka morska jest w istocie zastawem – przedmiotem zabezpieczenia jest tutaj bowiem nie nieruchomość, a rzecz ruchoma tj. statek wpisany do rejestru.

Jeżeli zaciekawił Ciebie temat hipoteki morskiej, zapraszam do lektury kolejnej publikacji pt. „Procedura ustanowienia i wykreślenia hipoteki morskiej na statku„.

Do tego samej publikacji zachęciłem dzisiaj również i mojego znajomego ze statku białej floty 🙂